wtorek, 28 lutego 2012

   Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książka kucharska "Włoska kuchnia na polskim stole" autorstwa Paolo Cozza. Bardzo lubię książki, w których oprócz przepisów, autor snuje własne opowieści.

pulpeciki z mięsem

 

   Długo takie książki stały u mnie na półce i jedyna ich rola sprowadzała się do ozdoby. Ostatnio jednak zdecydowałam się na wypróbowywanie po kolei tych przepisów. Muszę powiedzieć, że są doskonałe. Dobre, proste, nieco urozmaicają naszą kuchnię, lecz nie są tak egzotyczne jak np. kuchnia japońska.

   Dziś proponuję włoskie pulpeciki z mięsem i warzywami w sosie pomidorowym. Pyszne. Delikatne. A oto co sam autor pisze o potrawie:

"Oprócz tego, że same w sobie są smacznym i praktycznym drugim daniem, mogą być również podawane z makaronem. Wówczas, kończąc jedzenie, należy obowiązkowo wykonać scarpetta, czyli wyczyścić talerz z ostatnich kropli sosu, używając do tego kawałka chleba. Mniam, mniam..."

pulpeciki

 

Pulpeciki:

400 g mielonego mięsa wołowego lub indyczego,

400 g małych brokułów,

500 g przecieru pomidorowego lub pomidorów z puszki,

2 jajka,

1 cebula,

2 ząbki czosnku,

2 łyżki tartego parmezanu lub innego ostrego żółtego sera,

3 łyżki bułki tartej,

świerza bazylia,

natka pietruszki,

oliwa z oliwek,

sól, pieprz biały,

kostka rosołowa, szczypta cukru, śmietana

szczypta ostrej i słodkiej papryki, 2 łyżki kaszy mannej, łyżka lub dwie drobnych otrąb,

 

Na oliwie podsmażamy pokrojone w kostkę cebulę i czosnek. Kiedy zmiękną, dodajemy przecier pomidorowy i gotujemy na małym ogniu 30 min, dodajemy kostkę rosołową, szczyptę cukru, na koniec dodając sporą ilość bazylii, można zabielić śmietaną, doprawić paprykami. 

Brokuł gotujemy w wodzie, odcedzamy i siekamy. Jajka roztrzepujemy z solą, pieprzem, posiekaną natką pietruszki. Dodajemy mięso, brokuły, ser, bułkę tartą i kaszę manną. Dla osób lubiących lub na diecie dodajemy łyżkę otrąb. Całość mieszamy, formujemy małe kulki, gotujemy lub podsmażamy. Kulki wkładamy do sosu i zagotowujemy. Można podawać na gorąco i zimno.

poniedziałek, 27 lutego 2012

trucicielka   

 

    Kupiłam pod wpływem impulsu. Jak również "Oskara i Panią Różę". Usłyszałam lub przeczytałam gdzieś o tych książkach, wyklikałam na allegro i po tygodniu zabrałam do pracy.

Nie sposób się oderwać. Oskara przeczytałam w jeden dzień. Właściwie nic dziwnego. Oszczędny, powiedziała bym, lakoniczny, język,; który to przekazuje bardzo dużo treści.Opisane są sytuacje, tylko fragmenty rozmów, zdarzeń. Migawki kilku dni. Jednakże mądry czytelnik czyta pomiędzy liniami, dostrzega to, co naprawdę chciał powiedzieć autor.



Inaczej rzecz ma się w "Trucicielce". W tych czterech opowiadaniach jest mniej dialogów, choć opisy nadal są skromne. Autor mówi tyko tyle, aby namalować uczucia towarzyszące bohaterom opowiadań. Zrozumieć ich motywy, lub skłonić czytelnika do rozmyślań nad motywami kierującymi postępowaniem bohaterów. Bardzo ciekawy zabieg i nieczęsto spotykany, nawet w opowiadaniach. Poniekąd jego zastosowanie, budowę historyjek, poglądy autora na temat stylu, na temat roli opowiadania; przedstawia dziennik zamieszczony na końcu książki.

Zagarnął całą moją uwagę. Bardziej niż same opowiadania. Bo o ile nad motywami przewodnimi postaci mogłam zastanowić się, mogły być mi bliskie lub nie; o tyle poglądy autora na budowę opowiadania dały mi dużo do przemyślenia. Zaczęłam analizować opowiadania pod kątem właśnie tych zapisków.



I tak. Opowiadania mają motyw przewodni. Jest nim obsesja kierująca postępowaniem ludzi, których historie zdecydował się opowiedzieć autor. Obsesja zawładnięcia inną osobą, bycia w centrum uwagi, posiadania uczuć i myśli młodego księdza, co skłoniło tytułową Trucicielkę do spowiedzi. Czy szczerej. Tego chyba nawet sama bohaterka nie wiedziała. Gdyż jak mówiła do siebie w myślach. Która zbrodnia była prawdziwa, która historia była prawdziwa. Czy bardziej ta z poniedziałku, aniżeli wtorku, czy może piątku. Tworzyła swoje życie, swoją postać i siebie na nowo. Tak, aby wydać się fascynującą osobie, której myślami chciała zawładnąć. Tworzyła i interpretowała historię na własny użytek.

Obsesją może być także chęć wywiązania się z narzuconych sobie obowiązków za wszelką cenę. Nie zważając na konsekwencje, na cenę, jaką zapłaci nasza rodzina. Mnie skłoniło to do zastanowienia się, czy tak wolno. Nasze postępowanie nie tylko determinuje nasze losy; nasze decyzje nie tylko nasz szlak wyznaczają; ale także ludzi bliskich nam. Nasze decyzje mają wpływ na życie naszej rodziny. Bohater uważał, że dobry mąż i ojciec przede wszystkim ma w obowiązku zapewnić byt rodzinie. Przekonał się jednak, będąc z dala od rodziny, że rodzina to nie tylko wysyłane pieniądze, zdjęcia i pocztówki; ale przede wszystkim więzy ją łączące.



Obsesją może być także chęć błyszczenia we wszystkim, co robimy w życiu. Chęć błyszczenia na świecznikach świata, chęć zdobycia sławy, bogactwa, popularności. Chęć udowodnienia sobie i innym, że jest się najlepszym. Obsesja jest tak wielka, że nie zważa na żadne koszty. Dążymy do zrealizowania własnych projektów, osiągnięcia własnych planów nawet za cenę życia innych ludzi. Bohater trzeciego opowiadania jasno pokazał, jak mało ono dla niego znaczy. Potem zaś odpokutował swój błąd i obsesją jego stało się zadość uczynienie za popełnione błędy i wyrządzone krzywdy.



Obsesją może stać się drugi człowiek. Najpierw miłość, a potem, jeśli uczucie to było naprawdę ogromne, jeśli najukochańsza osoba nas rozczarowała - nienawiść, złość, bezsilność i chęć ukarania go za tę zmianę. Jednakże tylko silne uczucia zdolne są do takiej transformacji. Od miłości do nienawiści, by w obliczu naszej rychłej śmierci powrócić do swej najczystszej formy miłości - oddania. Bohaterka trzeciego opowiadania miała obsesję na tle swojego męża. Kochała go, nienawidziła, pragnęła zemsty - jednakże nigdy nie pozostał on jej obojętny.



To nie są opowiadania o wybaczaniu, zmianie swego postępowania, zmianie przekonań bohaterów. Fabuła jest prosta, wydarzenia i zakończenie przewidywalne. To są opowiadania o obsesji. Obsesji jaką jest drugi człowiek, jaką jest kariera, jaką jest nadgorliwe wywiązywanie się ze swych obowiązków. Obsesja sprawia, że bohaterowie są ślepi na wszystko inne. Kierują się tylko raz wybraną przez siebie drogą. Jeśli czegoś chcą, nie wahają się po to sięgnąć nawet za cenę życia innych osób. Nie są źli. Są oślepieni przez obsesję, prowadzącą ich przez życie. Są przekonani wręcz o słuszności swego postępowania.

Obsesja niszczy. Niszczy ludzi, rodziny, niszczy uczucia, bohaterów. Bohaterowie nie zmieniają się pod jej wpływem. Ich postępowanie ulega zmianie pod wpływem tragicznych wydarzeń wynikłych w ich życiu. Jednakże nadal kieruje nimi obsesja. Po prostu inna. Powstała na miejsce pierwszej, tak samo wszechogarniająca całe ich jestestwo.

Ponadto spoiwem wszystkich czterech opowiadań jest Św. Rita, co od razu rzuca się w oczy. Patronka spraw trudnych i beznadziejnych.



Autor mistrzowsko skomponował budowę opowiadań, zdań, nawet wypowiedzi bohaterów. Nie znajdziemy tutaj opisów po prostu malujących tło opowieści. Każde słowo ma swój przemyślany cel. Każde słowo służy do opowiedzenia historii. W tak krótkiej, prostej formie zawarł tak duży ładunek emocji, uczuć, wzruszeń, smutku, radości, obsesji kierującej życiem bohaterów. Na kilkudziesięciu stronach opowiedział całe historie.



Swym językiem, barwą opowiadań, realizmem bohaterów i prawdziwością uczuć zachęcił mnie do sięgnięcia po kolejne swoje książki.




niedziela, 26 lutego 2012

   Kilka razy usłyszałam zarzut, że nigdy nie podaję dokładnych proporcji przypraw.

Zgadza się. Nigdy. Jak można podać dokładne proporcje. Jak określić ile to szczypta, ile ociupinka. Nie posiadam wagi aptekarskiej. A ponadto, jak można zmierzyć smak i gust każdej z czytających osób. Dla mnie coś będzie niedosolone, dla innego zbyt słone. I na odwrót.

W kuchni wykorzystuję pasję. Wącham. Pochylam głowę nad pyrkającym garnkiem i po prostu wącham. Próbuję, oblizuję łyżki, palce, pokrywki. Potem cały stos naczyń ląduje w zmywarce. I wtedy doprawiam. Dla siebie, dla swojej rodziny. Wiem co lubią, więc delikatnie, po szczypcie, dosypuję ziół, przypraw...  Korzystając z przepisów, przy rozłożonej książce, smaruję ołówkiem. Bywa tak, że po prostu do tego dania, do tych składników i przypraw, pasuje mi jeszcze jedna, nie ujęta w przepisie. Bywa tak, że nieco zmieniam sposób wykonania, na taki, który moim zdaniem - jest lepszy, praktyczniejszy, nada potrawie lepszy smak.

I uwagi takie zapisuję na marginesach. Po otwarciu każdej mojej książki kucharskiej widać już na pierwszy rzut oka, z których przepisów korzystałam.

Dlatego nie jestem w stanie podać ilości przypraw lub dodatków smakowych. Gotuję na wyczucie, spontanicznie, każdym zmysłem.

Mam kilogramy książek kucharskich, do których obiecałam sobie wreszcie zajrzeć. Ale i tak będę zmieniała przepisy, sposób wykonania. Może z nawyku, a może z przekonania o słuszności swego postępowania.

sobota, 25 lutego 2012

   Nie była bym sobą, gdyby w moim domu nie pojawiła się zupa. Tym razem rodzince zaproponowałam coś innego, niż tradycyjne zupy gotowane "na co dzień". Włoskie minestrone z pesto. Smaczne, sycące, jarzynowe, rozgrzewające i wyjątkowo smaczne.

minestra z pesto

 

   Włoskie minestrone z pesto:


15 dkg zielonejfasolki szparagowej

por

cukinia

marchew

łodyga selera naciowego

2 ziemniaki

10 dkg wędzonego boczku

2 ząbki czosnku

zupa brokułowa bukiet warzyw winiary

4 łyżeczki zielonego pesto

kieliszek białego wytrawnego wina

tymianek

liść laurowy

sól, pieprz

 

   Fasolkę szparagową umyć, odciąć końcówki, pokroić na kawałki (o tej porze roku używam fasolki mrożonej, już przygotowanej). Marchew i ziemniaki umyć, obrać, pokroić w kostkę. Seler i białą część pora, cukienię pokroić w talarki. Jeśli cukinia jest młoda wystarczy tylko umyć i może być ze skórką, jeśli starsza trzeba ją obrać.

Boczek pokroić w kostkę. Usmażyć na rumiano, zdjąć. Na tym samym tłuszczu zeszklić por, dodać resztę warzyw, smażyć 10 minut. Do warzyw wlać 1 l wrzątku i wino. Można wrzucić bulionetkę lub kostkę rosołową, można zalać rosołem, wtedy jest jeszcze lepsza. Dodać 3/4 boczku, przeciśnięty przez praskę czosnek, gotować 20 minut. Zupę wymieszać w szklance wody, wlać do garnka, gotować ok 7 minut. Doprawić tymiankiem, solą, pieprzem, pesto. Zupę wlać do miseczek, ozdobić natką, podawać z grzankami i -ewentualnie- kleksem kwaśnej śmietany.

 

Smacznego

omlet japoński  

  Bardzo prosty w przygotowaniu.

 

Omlet japoński:

2 jajka

1 łyżeczka cukru

1 łyżeczka sosu sojowego

szczypta soli

tłuszcz do smażenia (łyżeczka masła),

 

Cała filozofia przygotowania polega na odpowiednim smażeniu. Połączenie cukru i sosu sojowego sprawia, że omlet nadaje się do spożycia zarówno na słodko, ja i do dań wykwintnych.

Jajka roztrzepać z cukrem, solą i sosem sojowym. Na patelni rozgrzać masło, wlać odrobinę jajek, tylko tyle, aby cienką warstwą przykryły dno patelni. Gdy jajka się zetną, poczynając od jednego końca, zwijamy omlet w rulon, nie przewracamy go, zsuwamy na jedną stronę patelni i znowu wlewamy część rozbełtanych jajek. Ważne, aby zachodziły one aż pod wcześniej przygotowaną porcję.

Gdy ponownie jajka zetną się częściowo, zwijamy je w rulon, tak aby ten poprzedni znalazł się w środku. Czyli zaczynamy zwijanie od wcześniej przygotowanej porcji. Postępujemy mniej więcej podobnie jak przy sękaczu, tyle, że tutaj tworzymy ruloniki. Japończycy uwielbiają pięknie podane, przystrojone jedzenie, a ten sposób smażenia sprawia, że omlet po przekrojeniu wygląda jak ślimaczek.

Postępujemy tak do wykorzystania całości jajek.

Smacznego.

   Jest kontrowersyjna. Wielu ją uwielbia, wielu nie znosi. Ale nikomu nie pozostaje obojętna.

Ja osobiście się jej bałam. Nie potrafiłam gotować według jej przepisów, książki wydawały mi się niewystarczające, przyprawy i produkty zbyt egzotyczne. Do czasu.

A jest zafascynowana Japonią, kuchnią, kulturą, sztuką. Kiedyś nadmieniłam, że chętnie bym spróbowała suschi. Podczas kolejnej wizyty nauczyła nas jeść pałeczkami ten specjał. Stał się on naszym przysmakiem. Teraz zawsze w lodówce posiadam imbir marynowany, pastę wasabi, sos sojowy, rozpoznaję różne gatunki ryżu i potrafię je gotować już niekoniecznie w woreczkach. Zaraziła mnie miłością do zielonej japońskiej herbaty, której smak znacząco różni się od tych dostępnych na naszym rynku - zdecydowanie na korzyść uważam.

Japonia ma przebogaty wachlarz aromatycznych zup, smaków, przypraw. Jej kuchnia jest prosta, naturalna, składniki mało przetworzone, lekkie i zdrowe. Przyprawy nieco egzotyczne, lecz łatwo dostępne w większości delikatesów, supermarketów i sklepów typu: kuchnie świata. Zdecydowanie jedna z moich ulubionych kuchni.

   Niedługo rusza akcja "Kuchnia Japońska", w moim królestwie więc znowu na dłuższy czas zagości sos sojowy i glony nori. MM już cieszy się na ten okres.

A dziś, tytułem wstępu, zapraszam na lekki, prosty i smaczny omlet japoński. Tradycyjny dodatek do suschi, przez moje dziecko często spożywany na śniadanie.

piątek, 24 lutego 2012

   Moja rodzina uwielbia zupy. Już o tym pisałam. Dzisiaj proponuję zupę selerową.

zupa selerowa

 

   Gdy moje dziecko jeszcze chodziło do przedszkola, razem z innymi rodzicami organizowaliśmy festyn wiosenny. Podczas tego festynu miała być przygotowana loteria fantowa. Oczywiście zgłosiłam się do pomocy.

W przedszkolu spędziłam jeden calutki dzień na robieniu losów i segregowaniu fantów. Wtedy to właśnie jedna z pań opiekunek poczęstowała mnie obiadem, na który podana była wyśmienita zupa. Długo zastanawiałam się, co to za zupa i starałam odkryć jej składniki. Któregoś dnia, jak zwykle tarłam jarzynkę do zupy, podduszałam na maśle, gdy zapach warzyw przywołał w pamięci smak zupy z przedszkola. Zaczęłam eksperymentować i , muszę nieskromnie przyznać, że wersja mojej zupy selerowej jest jeszcze lepsza niż tej jedzonej kilka lat temu.

A więc zapraszam:

 

Zupa z selera

1 średniej wielkości korzeń selera

1 marchew

1 pietruszka

2 ziemniaki

2 łyżki masła

śmietana 18

2 kostki bulionu z drobiu

sól, pieprz, lubczyk, pietruszka suszona, ziele angielskie, liść laurowy

 

   Warzywa obieramy myjemy, seler i marchew ścieramy na tarce o grubych oczkach, ziemniaki kroimy w kostkę. Warzywa podduszamy na maśle. Po ok 5 minutach zalewamy wodą, wrzucamy kostki rosołowe (można zalać rosołem gotowym lub bulionem, wtedy będzie jeszcze lepsza), dodajemy przyprawy i gotujemy do miękkości warzyw.

Na koniec zupę zabielamy śmietaną, posypujemy suszoną lub świeżą pietruszka.Można dodać szczyptę gałki muszkatołowej do smaku.

Smacznego życzę

czwartek, 23 lutego 2012

otrębowe naleśniki

 

   Dzisiaj miałam wolne popołudnie i szalałam w kuchni. Do teraz w zażenowanie wprawiają mnie rezultaty tego szaleństwa. Po prostu  nic mi się nie udawało. Zamiast ciasta wyszedł omlet, mięso miało dziwny smak, a makaron uległ samoczynnemu rozgotowaniu. Całkowita klapa.

Rzuciłam garnkami i poszłam na długi spacer. Pogoda jest przepiękna, robi się cieplutko, wieczory są dłuższe, a zmierzch zapowiada nadchodzącą wiosnę. Uwielbiam tę porę roku, na przednówku wiosny, dnie zapowiadające coraz więcej słońca. Powietrze pachnie świeżością, obietnicą mających nastąpić ciepłych dni. Gdy jeszcze nie nie ma upałów, w rogach trawników leży śnieg, chodzimy otuleni szalami, ale już powoli zaczynamy wystawiać coraz więcej twarzy do wiatru. Gdy już marzymy o odłożeniu zimowych kurtek do szafy i wyjęciu lżejszych okryć.

Po prostu uwielbiam zapach tej pory roku.

Więc po powrocie do domu wrzuciłam resztki nieszczęsnych dań do kosza i w ekspresowym tempie usmażyłam naleśniki. Wypełniłam je farszem ze szpinaku, a gdy głodna rodzina wróciła do domu, z uśmiechami na twarzy rzucili się do pałaszowania.

otrębowe naleśniki

Otrębowe naleśniki:

1,5 filiżanki mąki kukurydzianej,

1 filiżanka mąki orkiszowej, gryczanej lub ryżowej,

0,5 filiżanki drobnych otrębów

3 filiżanki mleka

3 jajka

sól, łyżeczka proszku do pieczenia

 

Do obu mąk, otrębów dodać jajka, proszek, mleko, wyrobić ciasto naleśnikowe, odstawić na pół godziny.

Smażyć cieniutkie placuszki.

 

Szpinak przygotowuję wg przepisu zamieszczonego tutaj.Można dodać do niego uprażone orzechy lub pistacje, czy płatki migdałów.

 

Na każdy naleśnik nałożyć farsz szpinakowy, zwinąć, odsmażyć. Podaję z sałatką z rukoli i żurawiną suszoną.

Smacznego.

sobota, 18 lutego 2012

   Dzisiaj nadrabiam blogowe zaległości. :)) Powinnam co prawda wziąć się za pracę, lecz jakoś nie mam serca do tego, a gotowanie zawsze chętnie.

rybne curry

   Ponieważ mam już obiad na jutro, śniadanie i wszelakie inne, przeglądam przepisy na blogach i uzupełniam swoje.

Teraz zaproponuję danie rybne. Moja rodzina uwielbia ryby, ja ryby mogę jeść trzy razy dziennie, Dziecko też się uczy, więc szaleję i wymyślam wciąż nowe pomysły na podanie ryb czy owoców morza. Jest to wdzięczny temat, naprawdę można je przygotować na wiele różnych sposobów i nigdy się nie powinny znudzić.

Z powodu nadmiaru w moim domu ryżu - wpływ A- musiałam wymyślić coś, co by pasowało właśnie do ryżu. Wybór padł na curry rybne z  porem. Przepis powstał pod wpływem chwili, ale całkowicie zadowolił nasze coraz bardziej wymagające ostatnimi czasy gusta.

 

Rybne curry z porem:

 

3 filety z ryb białych (ja wykorzystałam morszczuka),

1 por - jego biała część

szklanka śmietany 30 %

2 łyżki masła, 2 łyżeczki zielonej pasty curry, odrobina białego wytrawnego wina,

imbir, sól, pieprz, suszona skórka cytrynowa lub trawa cytrynowa,

 

Filety umyć, oprószyć solą i pieprzem , skropić sokiem z cytryny i odstawić na 15 minut. Pokroić w paski. Pora oczyścić, pokroić w krążki. Masło roztopić, zeszklić pora, dodać rybę, obsmażyć. Dodać przyprawę curry, wlać wino i dusić przez chwilę. Doprawić przyprawami do smaku. Wlać śmietankę, zagotować.

Podawać z kulkami ryżowymi (ja użyłam trójkolorowego ryżu), posypane obficie natką pietruszki lub koperkiem.

 

Smacznego.

   Tym razem przepis na pyszną zupę  z kapusty pekińskiej. Jakieś dwa lata temu była to jedna z najczęściej gotowanych u mnie zup. Smaczna, lekko kwaskowa, lekka, rozgrzewająca. Wyszperałam ją w broszurkach kulinarnych i szybko się zakochałam.

kapuśniak z pekińskiej

 

Wtedy właśnie nauczyłam się gotować zupy na wywarze z jarzyn, lekkie, niezabielane. Idealne jako wstęp do dwudaniowego obiadu. Przez długi czas gościły w mojej kuchni. A najczęściej wracałam do tego przepisu.  Jej niebanalne połączenia smakowe i pomysł wykorzystania kapusty pekińskiej sprawia, że staje się doskonałym pomysłem, gdy mamy ochotę odejść odrobinę od tradycyjnych zup: pomidorowej, rosołu, krupniku... A zarazem gdy nie mamy pomysłu na urozmaicenie menu a wszelkie egzotyczne dania nasza rodzina uważa za dopust boży i lepiej aby ich on nie dotyczył.

Choć, co prawda, moja rodzina uwielbia dania egzotyczne tak samo jak rodzimej kuchni, kapuśniak ten gości często w naszym repertuarze obiadowym.

 

Kapuśniak z kapusty pekińskiej z papryką:


3 szkl bulionu warzywnego,

mała kapusta pekińska,

czerwona papryka, marchew,

4 ziemniaki, 2 łyżki masła,

liść laurowy, ziele angielskie,

po 1/2 łyżeczki cząbru (lub tymiank) i mielonej słodkiej papryki,

po łyżce koncentatu pomidorowego i soku z limonki (można dodać trawę cytrynową mieloną),

łyżka posiekanej natki pietruszki sól, pieprz,

 

  Warzywa umyć i oczyścić, kapustę posiekać, marchew pokroić w cienkie plasterki, ziemniaki w dużą kostkę, paprykę w drobną. W garnku rozgrzać masło - wrzucić paprykę, poddusić chwilę, dodać pozostałe warzywa, lekko doprawić vegetą lub podobną przyprawą, poddusić, dodać liście laurowe, ziele, wlać bulion. Gotować aż warzywa zmiękną. Pod koniec gotowania doprawić cząbrem lub tymiankiem, słodką papryką, koncentratem pomidorowym, sokiem lub trawą cytrynową, solą i pieprzem. Był okres kiedy doprawiałam zupę łyżką zupy winiary kapuśniak jak u mamy, jednak ostatnio nie mogę znaleźć jej w sprzedaży.

Jeśli ktoś chce uzyskać nieco egzotyczny charakter, można dodać liść kafiru, cuminu oraz szczyptę imbiru.

Na talerzach posypać natką pietruszki.

Zapraszam i życzę smacznego.


 

 

 
1 , 2
Kontakt morrigandor@gmail.com
Top Blogi Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl