niedziela, 29 kwietnia 2012

Nie widzę klawiatury. Palce są nieposłuszne moim myślom, a myśli nie potrafię ogarnąć. Słońce łaskocze Twoją twarz. Obcą.

Chwile odkładane na półkę. Na dzień jutrzejszy, na zapas. Do worka, paciorki nawlekane na nić, jeden za drugim, w szarych i burych kolorach.

Znowu jestem nierozsądna. Witam Cię umęczoną po nieprzespanej nocy twarzą. Nie zauważasz. Sięgasz po papierosa, szukasz kawy, oczekujesz śniadania. Stopniowo staję się przezroczysta. Oczy bez wyrazu, ginąca twarz, słowa wypowiadane za cicho, aby mogły dotrzeć do twoich uszu. Przez moje przezroczystości coraz wyraźniej dostrzegasz ją. Jest za mgłą, więc jest bardziej atrakcyjna. Zmarszczki wad jeszcze się nie ujawniły, nie nabrały głębi. Jej historie są nowe, więc przez to interesujące. Ja już mówię tylko o pogodzie, o gorączkach dziecka, o zepsutym kranie. Ona maluje słowami krainę szczęśliwości. Zupełnie jak my kiedyś. A nasza kraina zbladła, moje historie już znasz, dzień codzienny nie szykuje niespodzianek.

Jak mogę być rozsądna z umęczoną twarzą, podkrążonymi oczyma i mielonymi na obiad. Jak mogę Cię uwodzić, gdy znasz każdy kawałek mojej skóry. Jak mogę zasypiać podekscytowana, gdy odwracasz się do mnie plecami.

Po tylu latach ona też stanie się przezroczysta. I ustąpi miejsce nowym historiom krainy szczęśliwości.

piątek, 27 kwietnia 2012

   Zainspirowana wpisem pewnej blogerki piję poranną kawę. Na twarzy maseczka, na włosach maseczka. Powinnam robić śniadanie Dziecku. Ale Dziecko zje płatki na mleku i świat przez to nie zawali się. Mój także.

Zastanawia mnie cały ten szum wokół macierzyństwa. A przecież to tak naturalna sprawa jak oddychanie, jedzenie, przyjaźnie, relacje.... Jesteśmy matkami. Tak po prostu. Przez małe M. Nie dokonujemy wzniosłych czynów, a ta chwila bólu przy porodzie jest bardzo szybko rekompensowana. I u mnie to nie była chwila a całe tygodnie powolnego wstawania z łóżka. Tygodnie wracania do życia. Bałam się, lecz gdybym miała tego dokonać jeszcze raz to bez cienia wahania.

Więc wokół czego ten szum. Jesteśmy silniejsze, lepiej znosimy ból niż mężczyźni. Także ten psychiczny.

Ciąża.

Kopnięcia maleńkiej nóżki i opuchnięte kostki. Niedopinające się spodnie i buty. Czy to tak wielka cena. Ja byłam szczęśliwa widząc swój brzuch, coraz większy i większy.

Poród.

Tygodnie z dzieckiem.

Leniwe poranki, maleńkie usta przy piersi. Zakatarzone noce, letnie spacery, popołudniowe sjesty, kraina pieluch i kaszek, kolki, miseczki z wymiocinami.

Chwile dobre i złe się przeplatają. Nie ma nigdy tak, że jest albo dobrze, albo tylko źle. Nasze społeczeństwo popada w skrajności. Media idealizują obraz matki, cały w bieli, z noworodkiem na ręku. Kobiety zadbanej, wypoczętej i przeszczęśliwej. Inni demonizują macierzyństwo. A to są przypadki, prawda leży po środku. Nie ma skrajności, są radości dnia codziennego. Pierwszy uśmiech, pierwszy ząbek, pierwsze słowo. Trzymana po raz pierwszy w rączkach kanapka. Nawet pierwsza zmarszczka wywołana nieprzespanymi nocami, podkrążone oczy i umęczona twarz jest objawem miłości.

Dla mnie czas z "berbeciem uczepionym nogawki" był najpiększniejszy w życiu. Teraz berbeć jest większy a ja zaczynam popadać we frustrację. I nie jestem matką polką, tylko - jak to mawiają - kobietą realizującą się zawodowo. I lubię swoją pracę. Pochłania mnie ona bez reszty. Więc w czym problem. Może właśnie w braku tego uczepienia nogawki. Może w świadomości, że dziecko odchodzi i coraz mniej mnie potrzebuje. Pracowałam w domu, w stosie pieluch i nie irytowało mnie, tak jak teraz, nieposkładane pranie. A ziemniaki, zawsze jakoś się obrały, między jednym zdaniem ciekawej literatury a drugim.
Pozdrawiam. 

czwartek, 26 kwietnia 2012

Siedzę w pracy i jest mi smutno. Coś się kończy. Zdecydował za nas oboje. Może miał racje, ale tak drastycznie.... Bez przygotowania, bez czasu na oswojenie się z tą myślą....

Nieprzyjemne rzeczy najchętniej odkładała bym na potem i potem. Na bliżej nieokreślony termin. Papieros za papierosem... Jeszcze jestem w pracy, ale za kilka dni.... Za kilka dni to już nie będzie moja praca.

Nie, nie będę bezrobotna ani bez środków do życia. Ale to nie zmienia faktu, że jest mi smutno. Jeszcze wczoraj to było poza mną, majaczyło gdzieś w oddali, a dziś jest już faktem dokonanym. Uświadomiłam to sobie z całą mocą, gdy zaczęłam umawiać się na odbiór sprzętu.

Papieros za papierosem...

Pociesza mnie fakt, że będę miała więcej czasu na blogowanie i czytanie. :))) I załatwienie swoich spraw.

Jeśli kto chętny na piwo lub kawę, to ja chętnie :)))

środa, 25 kwietnia 2012

naleśniki śmietanowe

 

   Bywają niedzielne ranki, podczas których lubię rozpieszczać moją rodzinkę. Wtedy, zanim jeszcze reszta domowników wstanie, idę do kuchni i szykuję pyszne, słodkie placuszki. Ostatniej niedzieli, jako że miałam zapasy niewykorzystane serka, wybór padł na naleśniki śmietanowe z serem i owocami.

   Często także, gdy uda mi się uwinąć ze smażeniem szybciutko i mam chwilę dla siebie, zaopatrzona w kawę i talerz placuszków, ruszam do łazienki, rozsiadam się przy oknie i sięgam po którąś ze stosiku książek odłożonych do przeczytania.

 Stosiki takie układam w pracy lub łazience, gdyż tylko tam mam czas i spokój. Wciąż i nieustannie dziękuję Bogu za pracę, w której mogę czytać, blogować, przeglądać gazety. Oczywiście także pracuję, a w domu zwyczajnie nie mam na to czasu.

W domu zwykle biegają cztery futerkowe łapki i dwie bose stópki, tupiąc przy tym niesamowicie. Do łazienki nieczęsto i niechętnie zaglądają w obawie, abym znowu nie kazała umyć rączek lub założyć kapci. W kuchni natomiast szukają ukrytych smakołyków a w pokoju wznoszą mury lecznicy dla zwierząt. Niekiedy zabawa jest przerywana płaczliwym, żałosnym "Miau...".

Tego poranka niedzielnego także zaszyłam się cichutko w swoim kąciku przy oknie i wsłuchałam w odgłosy śpiącej jeszcze kamienicy. Jednakże zapach placuszków był chyba zbyt intensywny,  gdyż po zaledwie kilku przeczytanych stronach usłyszałam żałosne "Miau..." - co oznaczało, że Dziecko już się obudziło i zaczyna się kolejny dzień....

A teraz zapraszam na naleśniki śmietanowe z serkiem i owocami.:))

 

Naleśniki śmietanowe z serkiem i owocami:

1,5 filiżanki mąki orkiszowej,

1 filiżanka mąki kukurydzianej,

0,5 filiżanki otrębów lub zarodków,

3 jajka,

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,

1/2 op. cukru waniliowego,

2 łyżki cukru,

2 filiżanki wody mineralnej gazowanej,

1 filiżanka słodkiej śmietanki z kartonika (18 lub 30),

serek capressi waniliowy (u mnie warmia - niekidy korzystam też ze zwykłego serka capressi, ucieram go wtedy ze śmietaną, cukrem i żółtkiem,

owoce do nadzienia lub dekoracji, cukier puder.

 

Ze składników wyrobić ciasto, odstawić na ok pół godziny do lodówki. Smażyć placki na dobrze rozgrzanej patelni, smarować serkiem. Zwinąć w rulonik, udekorować i podawać z owocami.

Smacznego.

wtorek, 24 kwietnia 2012

pulpeciki po azjatycku

Ostatnimi czasy na moim stole wciąż goszczą różnej maści i rodzaju pulpeciki. I to nie tylko za sprawą akcji prowadzonej przez Maggie, ale w głównej mierze dlatego, iż moje Dziecię wręcz pochłania pulpeciki nałogowo :)

Dziś pierwszy przepis z wykorzystaniem pulpetów. Widać tutaj wyraźnie wpływy fascynacji A kuchnią Dalekiego Wschodu. Przez ostatnie pół roku podczas każdego spotkania rozmawiałyśmy o jedzeniu, przyprawach, wyszukiwałyśmy i zamawiałyśmy przez internet te trudno dostępne, aż w końcu nadszedł czas wypróbowania nabytej wiedzy :))) Jest to przepis zupełnie autorski, ot poszłam do kuchni i powrzucałam do woka kilka składników Efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania, było po prostu pyszne. Jedyne, z czym radzę uważać, to olej sezamowy. Dodałam go nieco za dużo i na nasze gusta było odrobinę gorzkawe. Oczywiście wszystko jest kwestią smaku.

Polecam jednak zdecydowanie tę potrawę.

makaron udon z pulpetami

Makaron Udon smażony z warzywami i pulpetami:

Pulpeciki:

Zwykle robię je zawsze według przepisu zamieszczonego tutaj, wypróbowanego od lat, ostatnio jednak nieco go zmodyfikowałam. Do 500 g mielonego mięsa dodaję jedną małą namoczoną w mleku bułkę, odrobinę kaszy manny, tak tylko prószę po wierzchu i dwie łyżki otrąb lub zarodków. Oczywiście doprawiam do smaku solą, pieprzem i sosem sojowym, a niekiedy dodaję posiekany koperek. Ostatnio także nie wrzucam ich na wrzątek, a gotuję w urządzeniu do gotowania na parze. Dzięki temu są bardziej zwarte i nie ma potrzeby obtaczania w mące przed gotowaniem, czego moje dziecko bardzo nie lubiło.

 

1 op gotowej mrożonki warzyw chińskiej,

10 małych pulpecików drobiowych lub wołowych,

odrobina masła do smażenia,

1 op makaronu udon,

pęczek drobnego szczypiorku lub cebuli dymki do dekoracji,

2 łyżeczki sosu sojowego,

1/4 łyżeczki cuminu rzymskiego w ziarnach,

1/4 łyżeczki kolendry w ziarnach,

1/2 łyżeczki mielonego imbiru,

1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej,

1/4 łyżeczki mielonej trawy cytrynowej,

1/4 suszonej papryczki chilli,

sól,

olej sezamowy 1 łyżeczka (ilość już zredukowana)

sezam czarny lub biały do dekoracji,

 

W głębokiej patelni lub woku rozgrzać tłuszcz i podsmażyć warzywa. Dodać posiekaną drobno papryczkę chilli. Po chwili wrzucić pulpeciki, dodać proszkowane przyprawy. Kolendrę i cumin roztłuc w moździerzu lub rozgnieść nożem, dodać do warzyw. Po ok 10 minutach dodać makaron i smażyć jeszcze kilka chwil. Po zdjęciu z ognia doprawić olejem sezamowym, ew. szczyptą soli i sosem sojowym według smaku. Jeśli ktoś lubi ostrzejsze potrawy może doprawić papryką ostrą lub chilli w proszku. Dosypać sezam obłuskany, wymieszać, przełożyć do miseczek i posypać posiekanym grubo szczypiorkiem.

Zapraszam i życzę smacznego :)))

makaron udon smażony z warzywami

Przepis dodaję do akcji "klopsiki i pulpety".

Klopsiki i pulpety

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

   Jak ja się stęskniłam.

Za Wami, za wpisami, za próbowaniem i gotowaniem. A może w odwrotnej kolejności:)) Któż to wie? U mnie zawsze najpierw jest wyobrażenie smaku, zapach, wygląd potrawy, a dopiero potem gotowanie. Muszę wiedzieć, jaki efekt chcę uzyskać.

   To tyle. A Powrót uczciliśmy z MM pyszną i szybką sałatką z ananasa i kurczaka.

sałatka z ananasem

 

Sałatka z ananasem i kurczakiem:

1 puszka ananasa w zalewie (można użyć w sezonie owocu nie z puszki, będzie jeszcze bardziej wyraziste w smaku),

1 słoik selera (u mnie Rolnik - uważam, że jest najlepszy),

1 puszka kukurydzy,

2 jajka gotowane na twardo,

250 g mięsa kurczęcego wędzonego,

3 łyżki majonezu,

cukier, sól do smaku

 

Ananasa, seler i kukurydzę dokładnie odsączyć na sicie. Ananasa pokroić w drobne kawałki, jajka posiekać, kurczaka pokroić w kostkę. Dodać majonez, doprawić solą i cukrem do smaku, zostawić na około godzinę, aby składniki się "przegryzły".

środa, 18 kwietnia 2012

   Zupełnie zapomniałam już jak to jest co dzień pisać :)))) Święta i mnóstwo spraw "nie cierpiących zwłoki" pochłonęły mnie bez reszty. Ale już wróciłam do swojej ślicznej maleńkiej kuchni, do garnków ulubionych, słoiczków z przyprawami, stosików lektur..... i zabieram się do gotowania, czytania, celebrowania chwil....

Do zobaczenia.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Wyłączam budzik. W uszach dzwoni nadal. Wgryza się w podświadomość. Łagodne bi-bip, bi-bip, bi-bip.... Nie chcę wstać. Obracasz się na drugi bok. Nie spoglądasz na mnie. Zażądasz kawy.

Leżę jeszcze w ciszy. Myśli wirują wokół głowy jak natrętne muchy. Przez te myśli nie mogę wstać. Przez szum ekspresu, przez jazgot młynka do kawy. Przez kapiące krople w kranie.

Obudzisz się do życia i odejdziesz. Tutaj jesteś mój. W białej pościeli, przykryty jak całunem. Nieruchomy. Tylko mój. Zagarniam twój oddech i twój sen. Okrywam cię dokładnie. Jeszcze chwila. Jeszcze pięć minut miarowego unoszenia się klatki piersiowej.....

Na ścieżce leżał martwy człowiek. Oczy miał martwe, włosy miał martwe i nawet ubranie martwe, nieporuszane przez podmuchy wiatru. Zamiast krzyczeć, przeszło mi przez myśl, że straciła go jakaś kobieta. Bezpowrotnie. Że to ciało absurdalne i bezpańskie wygląda groteskowo, porzucone na ścieżce. Że kobieta nie odnajdzie drogi do jego mogiły, a modły nie zostaną odprawione.

Umierać powinno się w łóżku. W chwili między snem a jawą. W sekundzie przebudzenia, zanim odzyskamy  świadomość, ale gdy już przestaniemy śnić.

Nie wychodzę z łóżka. Obserwuję twój oddech. Chcę być pierwszym majakiem, jaki zapamiętasz zaraz po przebudzeniu. A potem zapach kawy.

Umierać powinno się przy bliskiej osobie.

sobota, 07 kwietnia 2012

Dziś zapraszam na fale dunaju. Zamiast przyrządzanego w każde święta tradycyjnego sernika, zastąpiłam go lekkim ciastem z wiśniami, delikatną serową pianką i czekoladową masą :)))

fale dunaju

Ciasto:

szklanka oleju,

szklanka cukru,

5 jajek,

2,5 szkl mąki,

1/2 szkl mąki ziemniaczanej (ja jej część mam zwyczaj zastąpić budyniem śmietankowym lub waniliowym),

3 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia,

cukier waniliowy,

3 łyżki kakao,

duży słoik wiśni w kompocie,

aromat śmietankowy i cytrynowy,

do ciemnego ciasta rumowy lub migdałowy i odrobinę kardamonu lub przyprawy do piernika,

 

Krem:

opakowanie lub dwa waniliowego serka homogenizowanego,

4 łyżki cukru pudru,

2 szkl śmietany kremówki,

2 opakowania zagęstnika do śmietany

 

 Jajka ubić z cukrem, olejem i cukrem waniliowym. Wymieszać z mąką pszenną połączoną z proszkiem do pieczenia i 3/4 szkl wody. Do połowy ciasta dodać kakao i przyprawy do ciasta ciemnego. Do reszty budyń z mąką ziemniaczaną i olejek waniliowy i śmietankowy. Jasną część ciasta przełożyć do formy. Nałożyć wiśnie i ciemne ciasto kupkami. Piec 25 min w temp 180 stopni.

Kremówkę ubić z cukrem i cukrem waniliowym i zagęstnikiem. Wymieszać z serkiem. Wyłożyć na wystudzonym cieście. Odstawić na godzinę do lodówki.

Polać polewą czekoladową lub posypać tartą czekoladę.

 

Smacznego :)))))

 



piątek, 06 kwietnia 2012

muszle ze szpinakiem

Jak pewnie wszyscy wiedzą, uwielbiam szpinak i makaron. A jak już występują w duecie, to .... nie potrafię się oprzeć. Tak jak temu tutaj powyżej... Znikało z talerza w mgnieniu oka :) Zapraszam...

Muszle z makaronu żytniego ze szpinakiem...

op. makaronu muszle, ja używam żytnich ale mogą być tzw "białe",

szpinak,

ser feta,

2 ząbki czosnku,

2 jajka,

śmietana kremówka ok 1/2 szkl,

op tartego sera mozzarella,

sól, pieprz biały

muszle ze szpinakiem  

   Szpinak poddusić na maśle (ja używam szpinaku mrożonego siekanego, ale jeśli jest dostępny świeży to tym bardziej polecam), wyłączyć gaz, dodać ser feta, czosnek zmiażdżony do smaku, sól i pieprz.

   Makaron lekko obgotować w osolonej wodzie, odcedzić, napełniać farszem. Układać ciasno w naczyniu żaroodpornym.

Jajka roztrzepać ze śmietanką, doprawić solą i białym pieprzem, można dodać szczyptę gałki muszkatołowej. Zalać muszle i zapiekać ok 20 min. Przed końcem pieczenia posypać tartą mozzarellą.

Pycha. :)))

  

 
1 , 2
Kontakt morrigandor@gmail.com
Top Blogi Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl