wtorek, 18 września 2012

   Dziś zwięźle i krótko...
Koc przygotowany, gorąca herbata z sokiem z malin i stos chusteczek. Nie do łzawego filmu bynajmniej. Kichanie, prychanie i kaszlanie dopadło naszą trójkę....

Tak więc na rozgrzewkę zupka krem z dyni.

zupa krem z dyni i gruszek

Zupa krem z dyni i gruszek:

1 kg dni,

2 gruszki,

cebula,

1/2 szkl białego półsłodkiego wina,

kostka rosołu lub ugotowany bulion drobiowy, drobiowo-wołowy,

1/2 szkl śmietany,

oliwa,

2 łyżki masła,

sok z cytryny,

gałązka rozmarynu,

sos tabasco, cynamon do smaku,

gałka muszkatołowa,

gałązka natki,

garść orzeszków ziemnych,

sól

 

   Dynię pokroić na kawałki, usunąć pestki. Ułożyć na blasze, skropić oliwą i piec około 20 minut. Przestudzić, odciąć skórę, pokroić w kostkę. Orzeszki uprażyć na suchej patelni.

Gruszki obrać, usunąć gniazda nasienne, pokroić na kawałki. Skropić sokiem z cytryny. Natkę opłukać, rozmaryn umyć, osuszyć i posiekać.

Cebulę obrać, posiekać, zeszklić na maśle. Dodać gruszki, rozmaryn i łyżeczkę cynamonu. Smażyć około 5 minut.

Rosół wymieszać z winem, zagotować. Dodać dynię, gruszki z cebulą, gotować około 15 minut. Zupę doprawić solą, paroma kroplami tabasco i szczyptą gałki muszkatołowej. Zmiksować. Wlać śmietanę, podgrzać.

Zupę nalać do miseczek, posypać orzeszkami, udekorować natką....

 

Smacznego i zdrowego początku jesieni życzę :)))

piątek, 14 września 2012

chleb żytni

   Dziś bez zbędnych słów. Jeden z pyszniejszych i ulubieńszych moich chlebów. Ostatnio nie ma tygodnia, abym go nie upiekła.

Ciemny żytni chleb polski:
/przepis z bloga Trufli/

Zaczyn:
50g aktywnego zakwasu żytniego
75g letniej wody
75g jasnej mąki żytniej 

Składniki zaczynu dokładnie wymieszać. Pozostawić na 10 - 12 godzin pod przykryciem.


Ciasto właściwe:
cały zaczyn
350g letniej wody
350g mąki pszennej chlebowej,
150g mąki żytniej razowej
1,5 łyżeczki soli (ja używam morskiej),


Wszystkie składniki wyrobić, aby ciasto było lśniące. Nie wyrabiać jednak zbyt długo, gdyż mąka żytnia tego nie lubi. Ciasto ma być luźne.
Miskę przykryć folią i odstawić na 2 - 2,5 godziny w temperaturze pokojowej.

Po tym czasie ciasto wyjąć na lekko omączony blat,  krótko wyrobić, złożyć w bochenek. Dać mu odpocząć kilka do kilkunastu minut, po czym ponownie wyrobić i złożyć bochenek.

Można pominąć tę procedurę, jednakże nadaje ona ciastu sprężystość.

Przełożyć do wyrastania do koszyczka lub formy keksowej. Ja piekłam w garnku rzymskim.

Koszyk z chlebem odstawić do wyrośnięcia na około dwie godziny. Czas wyrastania zależy jednak od temperatury otoczenia, zimą może trwać to nieco dłużej. Aby ściereczka nie przykleiła się do wyrastającego ciasta, najczęściej jego wierzch posypuję mąką lub otrębami.

Piekarnik nagrzać do 200 stopni. Chleb z koszyczka przełożyć na łopatę i wsunąć do nagrzanego piekarnika na nagrzany kamień lub blachę. Chleb w formie po prostu wstawić do piekarnika, przy czym należy pamiętać, iż chleb w garnku rzymskim wstawiamy do zimnego piekarnika i wtedy należy wydłużyć czas pieczenia o jakieś 30 minut.

Piec z parą 40 - 50 minut.

 

Jeśli ciasto jest zbyt luźne, można zmniejszyć ilość dodanej wody. Sądzę, że zależy to od rodzaju użytej mąki. Można także składać chleb dwu, trzykrotnie podczas pierwszego wyrastania.

 

Smacznego.!!!!!

czwartek, 13 września 2012

I plum. Raz i dwa. I trzy i dwa. I plum. I raz i dwa. I od nowa.
Telefon zadźwięczał nową wiadomością.

Zapomniałam. Zapomniałam, znormalniałam. Mówiłam, że kocham. A może kochałam. Może to nie było przyzwyczajenie, nawyk. Może nawet wybaczyłam.

Sprzątałam, gotowałam, wysłuchiwałam zwierzeń, pocieszałam i kurowałam. I miałam dwoje dzieci. Ubierałam, wycierałam noski, wyprowadzałam na spacery, do kina, karmiłam i dbałam. Głaskałam, bo każdy mężczyzna lubi być głaskany, dopieszczany i doceniany.

A ona żyła sobie obok. I kicał do niej potajemnie, jak zajączek, takimi długimi kickami, abym nie mogła ich wytropić. Rosły mu uszy od kłamstw, nosek pozostawał zgrabny. Zupełnie nie jak Pinokio. Ale podobnie. Może ten nosek kurczący się dawał mi znaki. Kicał i potykał się o swoje uszka. Kicał na boki, hopsa sa, i raz i dwa i trzy. I hopsa sa.

Moja koleżanka kiedyś, gdy zastała męża z kochanką w łóżku, kazała zapłacić pani, ponieważ ona czeka z kolacją.

To ona mnie zastała. W moim własnym domu, nad gotującym się garnkiem zupy. Aby, jak przykładna kobieta, podać mężczyźnie obiad. Stałam nad parującym garnkiem zupy i soliłam ją łzami. Stałam z telefonem w dłoni i soliłam łzami zupę.
Nie udławił się. Nie zrobił mi tej przyjemności. Ostatniej.

   To para idealna. Odkąd nauczyłam się piec własny chleb, najlepszym posiłkiem, przegryzką do kawy, śniadaniem, obiadem, kolacją jest właśnie kromka pysznego chleba i dobre masło.....

Cisza. Spokój. Córka w szkole. MM śpi. A ja przeglądam przepisy w poszukiwaniu nowych chlebów....

chleb z siemieniem lnianym i orkiszem...

A tym czasem zapraszam na Chleb z siemieniem lnianym i orkiszem:
/zmodyfikowany przepis z bloga Trufli/

Zaczyn:
150g mąki pszennej chlebowej
188g wody
2łyżki aktywnego zakwasu żytniego

Wszystkie składniki wymieszać, miskę przykryć szczelnie folią i odstawić na 12-16godz. w temp. ok. 21st.C

Namaczanka z siemienia:
70g siemienia lnianego (użyłam jasnego)
210 zimnej wody

Siemię zalać wodą, pojemnik szczelnie przykryć folią, zostawić w temp. pokojowej na ok. 12-16godz

Ciasto właściwe:
cały zaczyn
cała namaczanka
570g maki pszennej chlebowej
80g mąki żytniej razowej
200g mąki orkiszowej chlebowej (jasnej)
370 g wody
20g soli (w oryg. 23g)
opcjonalnie 1/3 łyżCiasto właściwe:
cały zaczyn (minus 2łyżki)
cała namaczanka
70g słonecznika uprażonego na suchej patelni (w oryg. 120g)
770g maki pszennej chlebowej
80g mąki żytniej razowej
352 g wody
20g soli (w oryg. 23g)
2,5 - 3 łyżeczki kminku

 

   Do zaczynu dodać resztę i wyrobić dokładnie na gładkie i lśniące ciasto. Ciasto przełożyć do miseczki i odstawić na 2 - 3 godzin do wyrośnięcia. Składać dwa razy, w celu nadania sprężystości.

Ciasto podzieliłam na dwie części i przełożyłam do keksówek o długości 25 cm, uprzednio wysmarowanych margaryną i wysypanych otrębami.

Ostatecznie wyrastało 5 godzin w temperaturze pokojowej, można jednak zostawić w lodówce na nocne wyrastanie. W tym celu trzeba ciasto umieścić w plastikowej torbie i szczelnie ją zawiązać.

Piec przez ok 40 minut w temperaturze 240 stopni. Jeśli chleb będzie za bardzo się przypiekał zmniejszyć temperaturę do 210 stopni.

   Moja czworonożna puchata wychowanka oczekuje potomstwa. Dziecię się cieszy, a mnie przeraża myśl o kociętach w małym mieszkanku w starej kamienicy gdzieś w środku wielkiego miasta.

Chętnie więc oddam kotki w dobre ręce. :))


Od wczoraj nieprzerwanie pada deszcz. Obudziłam się z trudnym do określenia poczuciem spokoju, jaki dało mi wysprzątane mieszkanie i wielki, stygnący w kuchni bochen. To niesamowite, jak takie drobiazgi wpływają na mój nastrój, postrzeganie rzeczywistości. I nie straszna mi wtedy obojętność MM, jego zdawkowe "słucham cię", gdy w rzeczywistości pochłonięty jest swoim światem.

Drobiazgi są dla mnie ważne. Parująca kawa z kardamonem, zapach stygnącego placka ze śliwkami, uśmiech córki, jej drobna rączka w mojej dłoni, miękkie futerko kota i jego szorstki język o poranku. Zbłąkana na niebie chmurka w upalny dzień, kierowca ustępujący pierwszeństwa, wspólne wieczorne czytanie.....

 

Miłego września...

 

wtorek, 11 września 2012

pulpety w sosie kurkowym

   Danie proste, szybkie i smaczne. Na rozpoczęcie sezonu grzybowego:

 

Pulpety w sosie z kurkami:

   Trzy łyżki tartej bułki namoczyć w odrobinie mleka. Tak aby mleko przykryło powyżej centymetra bułkę. Po kilku minutach dodać 500 g mięsa mielonego (najlepiej drobiowego lub wołowego, ważne aby było dość chude).
Doprawić solą, pieprzem, dodać jajko. Wyrobić. Można dodać siekany koper lub natkę pietruszki.
Formować małe kulki, gotować. Ja z reguły gotuję w urządzeniu do gotowania na parze, ale można wrzucać do wody po obtoczeniu w mące pszennej wymieszanej z odrobiną mąki ziemniaczanej. Zapobiega to "rozwalaniu" się pulpetów.

Cebulę drobno posiekać, poddusić na maśle. Kurki umyć, większe przekroić na pół lub pokroić w ćwiartki, dodać do cebuli, chwilę podsmażyć. Osolić, zalać kubkiem słodkiej śmietany, doprawić tłuczonym (lub świeżo mielonym) białym pieprzem, solą, koperkiem.

Do sosu wrzucić pulpety, podawać z makaronem lub kaszą kus-kus.

Smacznego:))

poniedziałek, 10 września 2012

   Rankiem parzę kawę. Nastawiam wodę i delektuję się ciszą w domu. Szykuję obiad. Kanapki do szkoły. Czytam mejle.

Całuję Córkę w pachnąca jeszcze mlekiem i kaszą buzię. Sięgam po bajkę. Zatapiam się w świat Kubusia Puchatka. Wsłuchuję w odgłosy dzieci zza okna. Oglądam pożółkłe liście na drzewach. Jeszcze nie ubieram rajstop i oddycham wrześniowym powietrzem.

Niedługo zwolnię. Kubkiem herbaty będę celebrować wieczory w domu, a nocą oglądać zaległe filmy. Ale jeszcze znoszę do domu kosze warzyw, w kuchni pachnie octem z cukrem i kurkumą, obiadami przygotowanymi naprędce.

ciasta z owocami

   Na progu jesieni uwielbiam piec ciasta z owocami. Piaskowe, drożdżowe, kruche.... Mnogość i bogactwo straganów nie pozwalają mi przejść obojętnie. Warzywa i owoce zalegają w każdym kątku mojej kuchni, mnie wciąż brakuje czasu, a Rodzinka nie nadąża z konsumpcją. Rozdaję więc własne wyroby po znajomych, częstuję i roznoszę w każde miejsce do jakiego się udaję :)))

Na zdjęciu są moje dwa ostatnie wypieki. Dziś przepis na jedno.
Pachnie wspaniale. Zapachem kaszy z dżemem. Zapachem, który jeszcze kojarzy mi się z moim dzieckiem. Choć w oryginalnym przepisie nie było, dołożyłam do niego jabłka pokrojone w plasterki..... posypałam cukrem. Jadłam jeszcze ciepłe, choć radzę poczekać aż całkiem ostygnie. Wychodzi mało, jest to jednak złudne, wspaniale rośnie. Radzę więc wybrać nieco większą formę. Ja piekłam w szerokiej, krótkiej i niskiej keksówce.

jogurtowe z jabłkami


Jogurtowe ciasto z dżemem i jabłkami:

   Należy dobrze utrzeć 3 jajka, dodając 180 g cukru i cukier waniliowy. W następnej kolejności dodałam serek waniliowy Bakuś (150 g), można dodać jogurt owocowy, naturalny lub po prostu śmietanę. Delikatnie, na małych obrotach utrzeć.

Dosypujemy 300 g mąki i 2 łyżeczki proszku do pieczenia. Na samym końcu wmieszać 60 g płynnego, ostudzonego masła.

Wyłożyć na wysmarowaną tłuszczem lub wyłożoną papierem blachę. Po wierzchu wmieszać dżem owocowy.

Ja dodatkowo włożyłam plasterki jabłek, posypałam lekko cynamonem i cukrem w granulkach do wypieków. Można do ciasta dodać kawałki czekolady, posypać kruszonką.

Piec godzinę w 170 stopniach.

piątek, 07 września 2012

   Może i nie mam ostatnio czasu nawet na regularne wpisy na bloga i zbiera się tych zdjęć i potraw i rzeczy, jednakże na upieczenie czegoś nowego, dobrego... Tutaj nie straszne mi nocne czuwanie, długie godziny w kuchni...

Moja Córka ostatnio zażyczyła sobie dobrego słodkawego pieczywa. Wytrawne chleby widocznie ją znudziły. Więc chałka. Ale, ponieważ tylko ona ją będzie jadła, musi być świeża przez kilka dni. Wypiek drożdżowy odpada.... Zakwas....

chałka na zakwasie

Wyszła wspaniale. Miękka, delikatna, aromatyczna, o posmaku masła. Po wyjęciu z piekarnika przypominała zapachem aromat bułek z serem.... Zachowuje świeżość przez cztery dni. Potem, opieczona w tosterze, podana jako grzanki do zupy dyniowej.....

chałka zakwas

Jej przygotowanie co prawda wymaga trochę czasu. Nie w sensie pracy w nią włożonej, ale czasu oczekiwania. Zaczyn tutaj przygotowywałam metodą trójfazową. Na mleku i pszennej mące typ 550. Należy po prostu dobrze rozplanować czas, gdyż każda zwłoka w zakwaszaniu ciasta sprawi, że pieczywo nabierze charakterystycznego posmaku dla wypieków żytnich na zakwasie. Jednak dobra organizacja i rozplanowanie nie są wcale takie kłopotliwe, a smak i trwałość bułki wynagradza nam włożony trud.

Dnia poprzedniego wieczorem:

2 łyżki aktywnego zakwasu żytniego,

100 g mąki (pszennej, może być tortowa lub Lubella do wypieków drożdżowych - ja takiej użyłam),

100 g letniego mleka (ja wykorzystałam przygotowane mleko w proszku, jest ono nieco słodsze niż te kartonowe i nadaje fajny smak całości wypieku.

Wymieszać i pozostawić pod przykryciem na noc, około 8 godzin. Tutaj można przedłużyć czas o godzinę, jednak w kolejnych etapach, jak już wspomniałam, należy ściśle przestrzegać czasu zakwaszania.

Drugi dzień rano:

cała mieszanina z dnia poprzedniego,

100 g mąki pszennej,

90 g mleka

Wymieszać i odstawić na 4 - 5 godzin, zaczyn ma ładnie podwoić swoją objętość. Nie należy jednak przekroczyć czasu zakwaszania,

Po 4 - 5 godzinach:

90 g mąki (pszennej),

100 g mleka,

cała mieszanina poprzednia

Wymieszać i odstawić na 4 godziny. W tym czasie zaczyn powinien urosnąć nawet trzy, czterokrotnie, a na jego powierzchni powinny pojawić się pęcherzyki.

 

Po tym czasie dodać 400 g mąki pszennej, 50 g płynnego ostudzonego masła (nie margaryny), 2 jajka, 5 łyżek cukru, cukier waniliowy, szczyptę soli, wyrobić gładkie lśniące ciasto i odstawić na 2,5 godziny do wyrośnięcia lub do czasu aż ciasto podwoi swoją objętość.

 

Ciasto podzielić na trzy części, zapleść ładną chałkę, ponownie odstawić do wyrośnięcia (czas rośnięcia zależy od temperatury powietrza). W tym czasie nagrzać piekarnik do 200 stopni.

Przed włożeniem ciasto posmarować rozkłóconym jajkiem, można posypać makiem, płatkami migdałowymi (ja sypałam płatkami migdałowymi) lub kruszonką. Wstawić do piekarnika, ścianki piekarnika spryskać wodą lub na dno piekarnika wrzucić szklankę kostek lodu lub wstawić blaszkę z gorącą wodą. Chodzi o dobre naparowanie piekarnika.

Piec ok 30 minut do ślicznego zbrązowienia chałki.

 

Bułeczkę tę upiekłam w ramach zabawy "Upiecz Smakowity Chleb!", której patronem są Zakłady Tłuszczowe "Kruszwica", producent margaryny "Smakowita". Polecam. 

Upiecz Smakowity Chleb!

 

   Na biurku stoi dziecięce wiadereczko. I foremki. I łopatka. Piasek.
Pani pieczołowicie przesiewa piasek do wiaderka. Raz i dwa i trzy. Kiwa się w takt poruszanego siteczka. I ponownie. I raz i dwa i trzy....

   Pierwsze zebranie rodziców pierwszoklasistów. Kłótnia o władzę w trójce klasowej. A ja proponowałam, że pomogę już wcześniej. A ja też chcę. A Pani, wie Pani.... A mnie prosiła koleżanka. A my już się umówiłyśmy....Kolejne wiaderka pojawiają się znikąd na ławkach przed rodzicami.

Wychowawczyni bezradnie rozkłada ręce.

Jedna osoba, jedno słowo, upadłe na podatny grunt... Są rodzice uważający, że swój obowiązek związany z posłaniem dziecka do szkoły wypełniają w momencie, gdy zaopatrzą pociechę we wszelkie niezbędne sprzęty, książki i materiały. Są rodzice nadgorliwi, którzy negują każdy pomysł, każdą decyzję i każdą propozycję współpracy. Wciąż niezadowoleni, gotowi pokątnie wyrażać krzywdzące opinie.

Trójka klasowa. Możliwość zaistnienia. Sądzą, że grono pedagogiczne będzie liczyć się z ich zdaniem....

Jedna niezadowolona osoba, która intrygując, chce przeforsować swoje racje, w znakomity sposób różni klasę jeszcze nie zjednoczoną. Społeczność jeszcze nieco onieśmieloną, zawstydzoną, pokładającą w wychowawcy i szkole ogromne nadzieje.

Jesteśmy w teatrze. Pociągani za sznurki. Otwieramy buzie, wtedy, gdy chce tego osoba na górze. mówimy czego oczekuje. Reagujemy, jak przewidziała. Wszystko dla wyrównania zeszłorocznych spraw. Wszystko, aby moje było na wierzchu. Bawimy się w piasku. I raz i dwa i trzy. Stawiamy zamki o kruchych podstawach, lepimy babki.

I wciąż jesteśmy przekonani o własnej nieomylności.

 

  Jedna pani drugiej pani... A ja powiedziałam to, a ta pani mi zaproponowała tamto... I kolejne babki z piasku. A ja chcę być skarbnikiem, bo umiem liczyć. A ja przewodniczącą, bo umiem czytać... Snute intrygi, umowy. Poza klasą, poza innymi rodzicami. Ja dla pani, pani dla mnie... Wyciągają maleńkie rączki o ogromnych dłoniach, rączki po władzę, zgłaszają się do współpracy, deklarują chęć niesienia pomocy.
W trakcie roku szkolnego: proszę pani, ja mam dentystę, ogrodnika, fryzjera, hydraulika. Dentystę, srystę. Dentyste, oczywiste. Ale niech będzie tak. Tak jak ja chcę, nie, nie jak ona, jak ja. Dzieci. Ale to ja tak chcę. Dentyste, oczywiste. Kręcą wymówki, mnożą powody. Ale tak, tak, w trójce tak. Tylko nie dziś, może jutro, może za tydzień, za miesiąc.... Jedna pani drugiej pani.

Tak. Znikamy. Odkładam zabawki, otrzepuję się i wychodzę z piaskownicy. Moje dziecko podąża za mną.

 

Wszystkim z zeszłorocznych trójek i Rad Rodziców wytrwałości życzę.

środa, 05 września 2012

   Ponownie na moim stole królują zupy. Będąc u Rodziców i mając dostęp do świeżutkich krzaczkowych pomidorków, trudno było się oprzeć pokusie i nie przygotować z nich zupki pomidorowej. Takiej bez dodatku koncentratu, doprawionej bazylią, oregano i wędzoną papryką.

zupa pomidorowa z wędzoną papryką

   Węgierska zupa pomidorowa:

   Przygotowałam ją z resztek rosołu z poprzedniego dnia. Można także ugotować wywar z warzyw i kostki rosołowej lub odrobiny mięsa. W osobnym rondlu gotujemy obrane ze skórki i pokrojone w kawałeczki pomidory z dodatkiem soli, odrobiny oregano i bazylii oraz łyżką oliwy z oliwek lub masła.

Z rosołu lub wywaru wyjmujemy pietruszkę, seler, cebulę, zostawiamy jedynie marchew. Dorzucamy pokrojone w paski pół papryki czerwonej, gotowane osobno pomidory, gotujemy kilka minut.

W międzyczasie gotujemy drobny makaron. Odcedzamy i przelewamy zimną wodą.

Zupę miksujemy wraz z marchewką i papryką. Doprawiamy solą, odrobiną pieprzu, cukru, sproszkowaną wędzoną papryką.

Do miseczek nakładamy po łyżce makaronu, zalewamy gorącą zupą. Można posypać natką pietruszki lub koperkiem siekanym, dla smakoszy dodać odrobinę sosu tabasco.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17
Kontakt morrigandor@gmail.com
Top Blogi Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl