czwartek, 09 sierpnia 2012

   Było. Przeszło, poszło. Trzeba iść dalej, do przodu. Żyć dalej. Nie oglądać się za siebie. Iść. Byle dalej. Byle do przodu.

Nie mam sił. Nogi nie chcą już mnie nieść przez życie, przez ten mój świat i to mieszkanie małe. Przez ulice, sklepy, parki, place zabaw i szkoły. Chcę zasnąć, położyć się, zapomnieć. I tylko chwilę mnie nie budźcie. Tylko taką króciutką chwilę. Nie chcę.

Zimno. Ławka w parku niewygodna. Dziecko spadło z rowerku, trzeba podejść i podnieść. Patrzę. Mamo, mamo. Płaczesz.Nie, córeczko, nie. Nie płaczę. Tylko coś do oka wpadło. Smutno. Jesień idzie. Smutno. Bardzo smutno.

Trzeba iść dalej przez życie. Byle do przodu. Sama. Z dzieckiem. Nie zostawię jej przecież. Będę silna. Dla niej. Nie. Już nie zapłaczę. Nie zranią mnie jego słowa. Już nie chcę mu towarzyszyć w życiu. Jeszcze tylko ten ostatni odcinek drogi. Ten malutki kawałeczek. Trzeba razem. Przejść. A potem już ja. Sama dla siebie. Bez siebie. Bez ciebie. Daleko. Jeszcze tylko mały kawałeczek. I już dalej sama. Dam radę. Dziecko patrzy. Trzeba być silną.

Liście spadają. Drzewa szumią. Smutno szumią. Zapowiedzią końca. Szumią. To drzewa, nie ma czego się bać. Mówię córce. Ona taka mała. Lepką od miłości rączką dotyka mej twarzy. Uśmiechnij się. Usta. Są posłuszne. Jeszcze są posłuszne. Jeszcze mówią spokojnie. Nic się nie stało. Dam radę. Potrafię iść dalej. A on patrzy z niedowierzaniem. Nie. Nie chcę twej pomocy.

Zimno. Wiatr się zrywa. Zakładam małą bluzę na zmarznięte rączki. Nie mam swetra dla siebie. Niedbale, w pośpiechu ubrana koszulka bez rękawów nie chroni przed pierwszymi kroplami deszczu. Pada. Biegniemy. Wokół moich nóg dyndają te malutkie. Ciężko oddycham, córka już taka mała nie jest. Ogrzewam ją własnym ciałem. Tak, dla niej. Dla niej będę silna. Dla niej zrobię te kilka kroków jeszcze. A potem kolejne. I kolejne.

Pada.

Po twarzy spływają krople, wiszą na rzęsach. A może to są łzy. Nie wiem. Ja to nie ja. Bez siebie. Bez ciebie. Dla siebie. Dla córki. Jeszcze kilka kroków. A potem droga zaczyna się od nowa.

wtorek, 07 sierpnia 2012

   Gdy po przebudzeniu spoglądam za okno, na świat zalany słońcem, wyskakuję radośnie z łóżka. I choć odrobinę tęsknię do deszczu i leniwego popołudnia, pod kocem, z książką - to świadomość coraz szybszego zbliżania się jesieni nie nastraja mnie pozytywnie.

Staram się więc wykorzystać każą sekundę upalnego dnia. Zdobywam parki, place zabaw, kolekcjonuję chwile ze znajomymi, z córką. Sprawy do załatwienia odkładam na dużo później, aż zrobią się całkiem nieaktualne i odległe. Może kiedyś trzeba będzie do nich wrócić.Ale jeszcze nie, jeszcze nie teraz, jeszcze nie w tej chwili....


   Jak już wspomniałam, w niedzielę na Placu Solnym odbył się Eko Jarmark.

eko jarmark

 

eko jarmark

 

eko jarmark

Większość prezentowanych tutaj, ekologicznych, produktów nadawała się do zjedzenia :))) Miody, chleby, wędliny.

Zastanawia mnie tylko, co wyróżnia miód ekologiczny od tego nie-ekologicznego. Czy wobec tego miody sprzedawane w sklepach są sztuczne, z dodatkami, nie ekologiczne?? Ekologia dotychczas kojarzyła mi się głównie z dbałością o środowisko. W przypadku produkcji przemysłowej, o ekologiczną i mądrą eksploatację zasobów ziemi, nie zanieczyszczanie powietrza oraz ziemi odpadami.

Chleb ekologiczny.... czy mój, pieczony w domu jest ekologiczny, jeżeli piekę go w kuchence gazowej?? Czy moja opieczona na grillu pajda chleba z własnej produkcji smalcem nie jest ekologiczna??

Czy coś jest ekologiczne, jeżeli nie jest zrobione z produktów ekologicznych?? Może słoninka, z której zrobiono sprzedawany na jarmarku smalec, nie pochodziła od ekologicznej świnki. Może nabyto ją w jakiejś hurtowni. A może rolnik karmił zwierzę paszami przemysłowymi.

Ekologia powinna być pojęciem szerszym. Nie nadużywanym w stosunku do wyrobów naturalnych.

Zgadzam się, że świece zrobione z wosku pszczelego pachną. Jednakże, czy miód z nektaru zbieranego z kwiatów na naszych łąkach będzie ekologiczny??

Wiem, mam naturę, która lubi drążyć.

 


eko jarmark

 

eko jarmark


Sam zamysł jarmarku jednakże bardzo mi się spodobał. Organizatorzy zadbali o dzieci, w tym celu, specjalnie dla nich, przygotowane było miejsce, gdzie mogli wykonać własnoręcznie - przy małej pomocy pań plastyczek -  swojego misia z gałganków lub kwiatka z drewna.

Natomiast ja przepadłam przy stoiskach z porcelaną bolesławiecką i przyprawami.
Wróciłyśmy do domu po kilku godzinach, obładowane, każda swoimi skarbami, zmęczone i pełne wrażeń.



Do zobaczenia, poczytania.....


poniedziałek, 06 sierpnia 2012

bułki jajeczne z wiśniowymi powidłami

 

   Wczoraj byłam z córką na Placu Solnym. Z okazji kiermaszu ekologicznego. Oglądałyśmy stoiska z domowymi wędlinami, chlebami, miodami, ceramiką oraz kosmetykami. Zdjęcia jutro. I opis. A dziś zapraszam na bułeczki jajeczne, które to upiekłam specjalnie na wycieczkę. Pomimo upału, moje dziecko, chętnie po nie sięgało.

 

 

   Przepis zaczerpnęłam z bloga Liski, nie zmieniałam za bardzo, z tą różnicą, że powidła różane zastąpiłam wiśniowymi.

   Bardzo lubię piec z tego ciasta. Jest niezwykle elastyczne, nie lepi się do dłoni, świetnie natomiast lepi się z niego bułeczki, no i nieziemsko smakuje. Rośnie szybko, a dodatek żółtek sprawia, że ma niepowtarzalny kolor.

Polecam i zapraszam.

 

Bułeczki jajeczne z konfiturą wiśniową:

5 żółtek plus 50 g cukru oraz cukier waniliowy - utrzeć na kogel mogel
500 g mąki pszennej
80 g masła
200 ml mleka
15 g świeżych drożdży
aromat śmietankowy

 

Masło roztopić na małym ogniu, dodać mleko. Wymieszać. Powinno być letnie - wówczas dodać drożdże, odstawić na 15 minut.
Do miski wsypać mąkę, wlać mleko, wanilię i kogel mogel. Zagnieść gładkie ciasto.
Ciasto przełożyć do czystej miski, przykryć folią spożywczą i odstawić na 2-3 godziny, aż podwoi objętość.
Z wyrośniętego ciasta odkrawać kawałki o wadze ok. 50-60 g, z każdego formować placuszek, na środku placuszka położyć 2-3 łyżeczki konfitury, zlepiać i w dłoniach uformować bułkę. Bułki ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia zostawiając pomiędzy nimi ok. 5 cm odstępy.
Przykryć ściereczką i zostawić do wyrastania na ok. 1-1,5 h - bułki powinny mniej więcej podwoić swoją wielkość.

Piekarnik nagrzać do 180 st C.

Wyrośnięte bułki posmarować jajkiem wymieszanym z łyżką wody. Można posypać płatkami migdałowymi albo kruszonką. 

Piec na złoto ok 25 minut.

 


     

  

sobota, 04 sierpnia 2012

chleb codzienny na Pszenno-owsiany

   Wczoraj był dobry i leniwy dzień. Od rana padał rzęsisty deszcz, a ja z Córką oglądałyśmy bajki, dopieszczałyśmy misie i piekłyśmy bułeczki.

Takie dnie są mi bardzo potrzebne. Odpoczynek od palącego słońca, gonitwy na plac zabaw, na rowerek, na hulajnogę... do domu i spać... Takie dnie są dobre, ciche i spokojne... A gdy po południu wyszło słońce, park był nasz :))))

 

chleb codzienny na Pszenno-owsiany

 

   O chlebie wiem już sporo. Piekę go regularnie od prawie miesiąca. Szybko się uczę. Może to moje doświadczenie wcześniej nabyte w kuchni. Nie zaliczam już wpadek, eksperymentuję, robię notatki....

Wczoraj z córką piekłam chleb prosty, codzienny, szybki i łatwy. Piekłam go już wcześniej tutaj, jednak pozmieniałam nieco rodzaje mąki i proporcje, i wyszły mi dwa pyszne, różne chlebki:

 

Chleb pszenno-orkiszowy:

Zaczyn:
100g mąki pszennej chlebowej
100g letniej wody
4g świeżych drożdży

Wodę wymieszać z drożdżami, dodać mąkę i wszystko wymieszać na gładką pastę.
Miskę przykryć szczelnie przezroczystą folią i odstawić w ciepłe miejsce na 3-4godz, aż powierzchni pojawią się pękające pęcherzyki.

 

Ciasto właściwe:

cały zaczyn
255g wody + w razie konieczności 3 łyżki (zależne od rodzaju mąki orkiszowej i ile wypije wody. Należy pamiętać, że im grubiej mielona mąka tym nieco więcej wody potrzebuje).
3g świeżych drożdży
1/3 - 1/2 łyżeczki mielonego kminku (wg uznania)
350g mąki pszennej chlebowej
150g mąki orkiszowej jasnej
10g soli morskiej

 

Do gotowego zaczynu dodać wodę, pokruszone drożdże, kminek i dokładnie wymieszać.
Dodać resztę składników, wymieszać do połączenia składników (można mikserem, na średnim biegu). Następnie wyłożyć na blat wyrabiać, aż ciasto będzie gładkie i elastyczne (ok. 3-4min). Uformować kulę i ułożyć w misce.
Miskę przykryć szczelnie przezroczystą folią i odstawić w ciepłe miejsce, do wyrośnięcia na ok. 2-2 1/2godz. Ciasto podwoi swoją objętość .
Ciasto przełożyć do nasmarowanej dobrą margaryną lub masłem, oprószonej otrębami keksówki.
Wkładamy do plastikowej torby i szczelnie wiążemy, wkładamy do lodówki na ok. 2 1/2 - 3 godz. Po tym czasie ciasto powinno być wyrośnięte i wypełnić formę.
Na 30-60min przed wyjęciem chleba z lodówki rozgrzewamy piec do 230st.C, a na jego dno wstawiamy żaroodporne naczynie z 2-3 szklankami wody. Można także spryskać dokłądnie piekarnik.
  Chleb pieczemy 30-35min.

 

 

Chleb pszenny razowy z czarnuszką:

Zaczyn:
100g mąki pszennej chlebowej
100g letniej wody
4g świeżych drożdży

Przygotować jak w przepisie wyżej.

 

Cały zaczyn
255g wody + w razie konieczności 3 łyżki (zależne od rodzaju mąki razowej i ile wypije wody. Należy pamiętać, że im grubiej mielona mąka tym nieco więcej wody potrzebuje).
3g świeżych drożdży
1/3 - 1/2 łyżeczki czarnuszki
400g mąki pszennej chlebowej
100g mąki pszennej razowej grubo mielonej
10g soli morskiej

 

Chleb przygotować jak w przepisie powyżej.

 

 

Smacznego!!!

czwartek, 02 sierpnia 2012

bułeczki cynamonowe

 

   Nie nadążam z dodawaniem postów. Chleby piekę co dzień, co drugi dzień, mało gotuję i nie wymyślne potrawy. Ot, aby tylko był obiad. Uczę się piec, uczę się rozumieć ciasto chlebowe, powoli eksperymentuję z przepisami, zamieniam mąki, robię notatki na każdym z przpeisów...

Niedługo zacznę wrzucać chyba same chleby. A dziś przepis na bułeczki cynamonowe. Raczej do twarożku i słodkich - uwielbianych przez dzieci - dodatków. Przepis pochodzi z tej strony i cytuję go w całości za Autorką.

Bułeczki cynamonowe:

 

200 ml mleka

 

10 g świeżych drożdży (lub 1 łyżeczka suszonych instant)

 

1 łyżeczka soli

 

380-400 g mąki (mąkę należy wsypywać stopniowo)

 

30 g cukru pudru

 

30 g miękkiego masła

 

1 małe jajko, roztrzepane

 

1,5 łyżeczki cynamonu

 

do spryskania bułeczek: olej roślinny lub łyżka stopionego masła

 

1-2 łyżeczki brązowego cukru do posypania wierzchu 
Drożdże wymieszać z 1 łyżeczką cukru pudru, dodać 1/2 szklanki lekko ciepłego mleka i odstawić na 10 minut. 
W dużej misce połączyć resztę mleka, jajko, masło, dodać rozczyn, cukier puder, sól i cynamon i zagniatać ciasto stopniowo dosypując mąkę (najlepiej zrobić to mikserem).
Ciasto będzie dosyć klejące, ale nie bardzo luźne. W razie potrzeby można dosypać odrobinę więcej mąki.
Ciasto przełożyć do miski wysmarowanej olejem roślinnym i zostawić do wyrastania na godzinę.
Następnie podzielić je na 10-12 małych kawałków i z każdego uformować okrągłą bułeczkę. 
Piekarnik nagrzać do 190 st C (bez termoobiegu).
Bułeczki ułożyć na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zostawiając między nimi ok. 3-4 cm odstępy.
Spryskać delikatnie olejem (lub posmarować masłem), posypać brązowym cukrem i odstawić na pół godziny, by podrosły.
Wyrośnięte bułeczki wstawić do nagrzanego piekarnika i piec 15-25 minut (czas pieczenia zależy od wielkości bułeczek).
Upieczone bułeczki ostudzić na kuchennej kratce.
Smacznego!

bułeczki cynamonowe



   Wczorajszej nocy piekłam bułki z powidłami. Ich smak wygnał mnie w poszukiwaniu mleka. Nie takiego kartonowego, ale takiego prawdziwego, od krowy gospodarza, może ciepłego jeszcze, z mleczną pianką... Ranek był rześki.

    U zgarbionej na stoliczku staruszki   sięgam po kwiaty. Takie polne, co to rosną przy działkach. Ale ona taka malutka a mnie kwiaty przydadzą się.

Przeglądam warzywa, biorę do ręki, macam, ważę w dłoniach, wącham...Panie przyzwyczajone do mojego zachowania, nie zwracają już uwagi.

Na stołach piętrzą się gruntowe małe ogóreczki - ja przywiozę sobie z działki; czerwone - szklarniowe pewnie jeszcze - pomidory; pierwsze w tym roku jeżyny i śliwki. Kupuję po kobiałce, do domu. W domu wymyślę danie ze śliwkami, mam ochotę na knedle, ale pewnie zjemy ot tak, po prostu. Z cukrem.

   Pomiędzy tym wszystkim dostrzegam stoisko z używanymi książkami. Małe, z niepozorną panią i niepozornie wyglądającymi książkami. Spędzam tam pół godziny, wracam obładowana kwiatami i książkami.

O mleku zapomniałam

 

   Uwielbiam stare książki. Nowe oczywiście też, ale nie ma nic przyjemniejszego niż godzinka w antykwariacie. Zwłaszcza, że za niewielkie pieniądze można nabyć prawdziwe perełki. Uwielbiam czytać. Ten czas, moment, gdy odkładam jedną książkę, a sięgam po kolejną. Oczekiwanie, zniecierpliwienie, fascynacja..... zaciekawienie.

   Po powrocie do domu znajduję mejla od A. Jej kolejne perełki.... Jednak jest w nas, kobietach, jakaś próżność, chęć przypodobania się, strojenia.... Z wypiekami na twarzy przeglądam zdjęcia i dopasowuję do biżuterii kreacje. Jej pasja. Jej świat... Tak jak ja jestem najszczęśliwsza w kuchni lub pisząc, tak Ona z szydełkiem w dłoniach. Oto co można zrobić. Oto życie z pasją....

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   Mnie do kuchni woła aromat pieczonego chleba. A Wy, jeśli chcecie obejrzeć więcej zdjęć zapraszam na stronę: www.evv-and-ann.cba.pl


Miłego dnia. Gorącej kawy i dobrych chwil życzę :)))

 

poniedziałek, 30 lipca 2012

drożdżówki z serem...

 

   Ostatnio na blogach niezwykle popularne były okrągłe bułeczki drożdżowe z serem. Przypominają mi one nieco smak dzieciństwa, gdy bułeczki takie na długiej przerwie kupowałam z przyjaciółką w szkolnym sklepiku, a potem siedząc na schodach i pogryzając ten przysmak zaczepiałyśmy chłopców...

Dawne czasy minęły bezpowrotnie, a smak bułek pozostał do dziś.

 

 

      Nic więc dziwnego, że gdy znalazłam przepis na jednym z moich ulubionych blogów od razu zabrałam się do pieczenia. Przepis, jak autorka bloga podaje, pochodzi z książki Małgorzaty Zielińskiej, a ponieważ ja piekłam nie zmieniając, tym razem, niczego w przepisie, pozwolę go sobie zacytować za autorką. 


Moją jedyną modyfikacją było przygotowanie sera, a do ciasta dodanie cukru waniliowego.

 

Bułeczki drożdżówki z serem:

Ciasto:
500 g mąki pszennej 
20 g świeżych drożdży (lub 1 łyżeczka suszonych instant)
40 g cukru
2 jajka
50 g masła lub 1/2 szklanki oleju
1 szklanka mleka
szczypta soli,
łyżka cukru waniliowego lub kilka kropel aromatu waniliowego,

 

Nadzienie:
400 g białego sera (korzystałam z wiejskiego sera od gospodarza),
3 łyżki cukru pudru
1 żółtko
1 łyżka cukru waniliowego
1 łyżka budyniu śmietankowego albo waniliowego

 

Zrobić zaczyn: wymieszać drożdże z odrobiną cukru i mleka, odstawić do rośnięcia na kilka minut.
Mleko lekko podgrzać, wymieszać z masłem lub olejem, cukrem i solą. Kiedy lekko przestygnie, połączyć z jajkami. Dodać mąkę wymieszaną z zaczynem.
Wyrobić gładkie ciasto. Pozostawić przykryte w temperaturze pokojowej na 1-1,5 h., aż podwoi swoją objętość.

Przygotować masę serową: żółtko utrzeć z cukrem i cukrem waniliowym. Dodać ser, proszek budyniowy, wymieszać.

Z ciasta formować okrągłe bułeczki, ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Pozostawić przykryte ściereczką do lekkiego wyrośnięcia na ok. 30 minut.
W każdej bułeczce zrobić płaskie zagłębienie dnem filiżanki lub szklanki, a następnie napełnić je nadzieniem. Drożdżówki posmarować roztrzepanym jajkiem. Pozostawić ponownie do lekkiego wyrośnięcia na kilka minut.


 

Piekarnik nagrzać do 200 st C.
Wstawić drożdżówki i piec 15-20 minut, do zrumienienia. Wystudzić na kratce.


 

Smacznego.

 

P.S.

Odpowiadając na pytania. Bułeczek wychodzi około 15 sztuk. Całkiem sporo i bułeczki też nie są małe. Zaczynamy formować kulki wielkości piłki tenisowej, dalej się rozrastają :))))

 

   rogale zwykłe

 

Gdy byłam małą dziewczynką, kuchnia nie interesowała mnie w najmniejszym stopniu. Dużo pisałam, pochłaniałam niesamowite ilości książek. Chodziłam do Mamy pracy i tam "robiłam fakturki". Zostało mi to do dziś.

Pewnego razu, w zacnym wieku kilkunastu lat, ślęczałam nad gotowym daniem z torebki i kombinowałam, jak by tutaj doprawić ten sos, aby choć trochę przypominał domowy. Bardzo wtedy chciałam zaimponować chłopakowi. Może to przez wspomnienie Prababci krzątającej się po domu, spokojnej, cichej i łagodnej, może to zapach Jej ciasta drożdżowego; ale Dom, prawdziwy Dom, zawsze był bezpiecznym miejscem, a prawdziwa kobiecość kojarzyła mi się z zapachem jabłek z kardamonem.

   Czytając w zimowe wieczory, pochylona obok kuchennego pieca, bezwiednie rejestrowałam w głowie dobre rady Prababci. Ta maleńka Kobietka, Staruszka już wtedy, zawsze pełna energii, recytowała cichym, melodyjnym, monotonnym głosem każdą wykonywaną czynność. Jej słowa, po latach, odnalazłam w przepastnej skarbnicy wspomnień z dzieciństwa. W chwili, gdy zdana na łaskę własnych umiejętności, zmuszona byłam ugotować pierwszy obiad.

Babcia Papa mówiła do siebie, jednak żadne rady, żadne receptury, nie zapadły mi tak głęboko w pamięci jak jej cichutkie, takie do siebie samej wypowiadane słowa.

 

   Mój dom scala kuchnia. Wspólna fascynacja dobrym jedzeniem. To może nierealne, ale mnie etap nauki gotowania ominął. Po prostu, któregoś dnia w moim życiu, uzbrojona w nowe garnki, łyżki, chochle i noże, ugotowałam pierwszy obiad. Dał się zjeść. Więcej nawet. Był dobry. Bardzo dobry.
Nie jestem idealną gospodynią. Bardzo często mam niezłożone pranie, bałagan w szafie. Kuchennej także. Samodzielny wypiek chleba jest jednak kolejnym, naturalnym etapem w mojej kuchni. I choć gotuję od wielu, wielu lat, a chleb piekę dopiero od kilku tygodni, nie dążę do czyjejś perfekcji. Korzystam co prawda z dwóch blogów, które mnie inspirowały, z receptur tam zawartych, jednakże gmeram w nich i grzebię do woli, zmieniam rodzaje mąki, dodaję własne dodatki, rozmawiam z ciastem i rzadko kiedy korzystam z miar.

   Kilka lat temu, u mojej córki wykryto poważne alergie. Żałuję, że wtedy nie zaczęłam piec domowego chleba. Przez kilka miesięcy Nana nie jadła prawie wcale pieczywa. Może wtedy jeszcze po prostu nie dojrzałam kulinarnie do zakwasu :)) Dziś nie ma nic przyjemniejszego niż obserwowanie jak ciasto rośnie. Jego struktury, chwili, gdy zanurzam w nim dłonie, a ono poddaje się mej woli. Jedna z niewielu rzeczy w życiu, nad którą mam choć złudną kontrolę.

   Nie posiadam kamienia do pieczenia chleba, łopaty, koszyczków i innych sprzętów "jak w prawdziwej piekarni". Wyposażona w nie młodą już kuchenkę gazową, zwykłą, bez termoobiegu, nawiewów i innych cudów, w trzy metalowe keksówki i jeden garnek gliniany pokryty powłoką ceramiczną - tworzę cuda. Nie składam bochenków, a na kamień przyjdzie jeszcze czas. Jednakże co dnia mogę delektować się świeżym, domowym pieczywem. I to daje mi niesamowitą radość, spokój. Tworzy klimat w mym domu. A ponieważ, jak z każdą nowością jest to temat numer jeden w mych rozmowach, o chlebie opowiadałą będę jeszcze nie raz.

A tym czasem pozdrawiam i miłego, niespiesznego dnia życzę :)))

niedziela, 29 lipca 2012

cukinia z kurkumą

 

   Zimą lubię mieć w spiżarce duuuużo zapasów. Przepis na taką cukinię dostałam od kuzynki pewnego roku, gdy obrodziły one wyjątkowo hojnie. Początkowo sceptycznie podchodziłam do takiego połączenia smaków. Jednak od tamtego roku cukinię taką przygotowuję rok w rok i zawsze znika jako pierwsza :)))

Szczerze polecam:)))

 

Cukinia z kurkumą na zimę:

1 kg cukru,

2 szkl octu,

kurkuma (dla koloru złotego),

cynamon (do smaku - ja daję dwie łyżeczki),

goździki i puszka ananasów wraz z syropem

cukinii tyle, aby była zalana przez ocet,

 

Ocet wymieszać z cukrem, kurkumą, zalać pokrojoną w słupki cukinię. Odstawić na kilka godzin, na noc można. Następnie zlać syrop, dodać pozostałe przyprawy i syrop z ananasa. Doprowadzić do wrzenia, ale nie zagotować.

Cukinię wkładać do słoików, zalać zalewą, Chwilę pasteryzować.

 

Przepis dodaję do akcji: "Domowa spiżarnia" oraz "Cukinia 2012".

 



 



Ostatnio obiektywem starałam się uchwycić chwile, które chciałam zachować w pamięci....

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Kontakt morrigandor@gmail.com
Top Blogi Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl