Kategorie: Wszystkie | film | literatura | migawki codzienne | trochę o gotowaniu
RSS

literatura

czwartek, 08 listopada 2012

 

Dla mnie źródło niewyczerpanych inspiracji.

Niedoścignionego wzoru.

 

Czekam na przesyłkę, na listonosza, i jak zwykle, otwieram po kilka razy dziennie bloga Liski. Czytam, nastrajam się, czerpię pełnymi garściami. Gotuję, eksperymentuję.

Polecam :))

11:13, morrigan23 , literatura
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 27 lutego 2012

trucicielka   

 

    Kupiłam pod wpływem impulsu. Jak również "Oskara i Panią Różę". Usłyszałam lub przeczytałam gdzieś o tych książkach, wyklikałam na allegro i po tygodniu zabrałam do pracy.

Nie sposób się oderwać. Oskara przeczytałam w jeden dzień. Właściwie nic dziwnego. Oszczędny, powiedziała bym, lakoniczny, język,; który to przekazuje bardzo dużo treści.Opisane są sytuacje, tylko fragmenty rozmów, zdarzeń. Migawki kilku dni. Jednakże mądry czytelnik czyta pomiędzy liniami, dostrzega to, co naprawdę chciał powiedzieć autor.



Inaczej rzecz ma się w "Trucicielce". W tych czterech opowiadaniach jest mniej dialogów, choć opisy nadal są skromne. Autor mówi tyko tyle, aby namalować uczucia towarzyszące bohaterom opowiadań. Zrozumieć ich motywy, lub skłonić czytelnika do rozmyślań nad motywami kierującymi postępowaniem bohaterów. Bardzo ciekawy zabieg i nieczęsto spotykany, nawet w opowiadaniach. Poniekąd jego zastosowanie, budowę historyjek, poglądy autora na temat stylu, na temat roli opowiadania; przedstawia dziennik zamieszczony na końcu książki.

Zagarnął całą moją uwagę. Bardziej niż same opowiadania. Bo o ile nad motywami przewodnimi postaci mogłam zastanowić się, mogły być mi bliskie lub nie; o tyle poglądy autora na budowę opowiadania dały mi dużo do przemyślenia. Zaczęłam analizować opowiadania pod kątem właśnie tych zapisków.



I tak. Opowiadania mają motyw przewodni. Jest nim obsesja kierująca postępowaniem ludzi, których historie zdecydował się opowiedzieć autor. Obsesja zawładnięcia inną osobą, bycia w centrum uwagi, posiadania uczuć i myśli młodego księdza, co skłoniło tytułową Trucicielkę do spowiedzi. Czy szczerej. Tego chyba nawet sama bohaterka nie wiedziała. Gdyż jak mówiła do siebie w myślach. Która zbrodnia była prawdziwa, która historia była prawdziwa. Czy bardziej ta z poniedziałku, aniżeli wtorku, czy może piątku. Tworzyła swoje życie, swoją postać i siebie na nowo. Tak, aby wydać się fascynującą osobie, której myślami chciała zawładnąć. Tworzyła i interpretowała historię na własny użytek.

Obsesją może być także chęć wywiązania się z narzuconych sobie obowiązków za wszelką cenę. Nie zważając na konsekwencje, na cenę, jaką zapłaci nasza rodzina. Mnie skłoniło to do zastanowienia się, czy tak wolno. Nasze postępowanie nie tylko determinuje nasze losy; nasze decyzje nie tylko nasz szlak wyznaczają; ale także ludzi bliskich nam. Nasze decyzje mają wpływ na życie naszej rodziny. Bohater uważał, że dobry mąż i ojciec przede wszystkim ma w obowiązku zapewnić byt rodzinie. Przekonał się jednak, będąc z dala od rodziny, że rodzina to nie tylko wysyłane pieniądze, zdjęcia i pocztówki; ale przede wszystkim więzy ją łączące.



Obsesją może być także chęć błyszczenia we wszystkim, co robimy w życiu. Chęć błyszczenia na świecznikach świata, chęć zdobycia sławy, bogactwa, popularności. Chęć udowodnienia sobie i innym, że jest się najlepszym. Obsesja jest tak wielka, że nie zważa na żadne koszty. Dążymy do zrealizowania własnych projektów, osiągnięcia własnych planów nawet za cenę życia innych ludzi. Bohater trzeciego opowiadania jasno pokazał, jak mało ono dla niego znaczy. Potem zaś odpokutował swój błąd i obsesją jego stało się zadość uczynienie za popełnione błędy i wyrządzone krzywdy.



Obsesją może stać się drugi człowiek. Najpierw miłość, a potem, jeśli uczucie to było naprawdę ogromne, jeśli najukochańsza osoba nas rozczarowała - nienawiść, złość, bezsilność i chęć ukarania go za tę zmianę. Jednakże tylko silne uczucia zdolne są do takiej transformacji. Od miłości do nienawiści, by w obliczu naszej rychłej śmierci powrócić do swej najczystszej formy miłości - oddania. Bohaterka trzeciego opowiadania miała obsesję na tle swojego męża. Kochała go, nienawidziła, pragnęła zemsty - jednakże nigdy nie pozostał on jej obojętny.



To nie są opowiadania o wybaczaniu, zmianie swego postępowania, zmianie przekonań bohaterów. Fabuła jest prosta, wydarzenia i zakończenie przewidywalne. To są opowiadania o obsesji. Obsesji jaką jest drugi człowiek, jaką jest kariera, jaką jest nadgorliwe wywiązywanie się ze swych obowiązków. Obsesja sprawia, że bohaterowie są ślepi na wszystko inne. Kierują się tylko raz wybraną przez siebie drogą. Jeśli czegoś chcą, nie wahają się po to sięgnąć nawet za cenę życia innych osób. Nie są źli. Są oślepieni przez obsesję, prowadzącą ich przez życie. Są przekonani wręcz o słuszności swego postępowania.

Obsesja niszczy. Niszczy ludzi, rodziny, niszczy uczucia, bohaterów. Bohaterowie nie zmieniają się pod jej wpływem. Ich postępowanie ulega zmianie pod wpływem tragicznych wydarzeń wynikłych w ich życiu. Jednakże nadal kieruje nimi obsesja. Po prostu inna. Powstała na miejsce pierwszej, tak samo wszechogarniająca całe ich jestestwo.

Ponadto spoiwem wszystkich czterech opowiadań jest Św. Rita, co od razu rzuca się w oczy. Patronka spraw trudnych i beznadziejnych.



Autor mistrzowsko skomponował budowę opowiadań, zdań, nawet wypowiedzi bohaterów. Nie znajdziemy tutaj opisów po prostu malujących tło opowieści. Każde słowo ma swój przemyślany cel. Każde słowo służy do opowiedzenia historii. W tak krótkiej, prostej formie zawarł tak duży ładunek emocji, uczuć, wzruszeń, smutku, radości, obsesji kierującej życiem bohaterów. Na kilkudziesięciu stronach opowiedział całe historie.



Swym językiem, barwą opowiadań, realizmem bohaterów i prawdziwością uczuć zachęcił mnie do sięgnięcia po kolejne swoje książki.




czwartek, 16 lutego 2012

Wiele razy zakradałem się pod Jej okna. Woda kołysała moją łodzią, szum fal zagłuszał niespokojny oddech, bicie mojego serca. Zagłuszał także szelest jej sukiem, jej głos, ruch jej ręki. Musiałem wtedy podpływać nieco bliżej, balansując na brzegu gondoli jak na cienkiej linie, oddzielającej mnie od Bogu tylko wiadomego szaleństwa.
Przyglądałem się, jak przechadza się po komnatach, jak czyta pochylona nad świecą, jak łaskawie wyciąga dłoń do męża, gdy ten odwiedza jej pokoje. Nienawidziłem go wtedy ze wszystkich sił, pragnąłem aby zniknął z jej życia, przepadł na jednej ze swoich wędrówek, pragnąłem zatopić sztylet w jego sercu i napawać się widokiem udręczonej twarzy, gdy jego żona staje się moją własnością. To było jak choroba, jak gorączka, jak maglina, której nie potrafiłem przezwyciężyć. Po nocach śniłem o tej kobiecie, o jej ciele, jej łaskawym spojrzeniu, jej dotyku. Wiłem się w wilgotnej pościeli aby bladym świtem znowu wracać pod zamknięte okiennice domostwa na rogu ulic.
To miasto wciąga. Za jednymi ulicami pojawiają się nowe, inne znikają, za jednym placem wyrasta drugi, którego wcześniej tam nie było. Gubisz drogę i nagle odkrywasz, ze jesteś koło własnego domu. Woda zalewa mosty, odsłania nowe przesmyki, wodne tunele, znane tylko takim jak ja. Wyrzutkom, włóczęgom lub rabusiom.
Byłem dobry w swym fachu. Kiedyś byłem dobry. Teraz nie potrafiłem już niczego ukraść. Każda kobieca dłoń przywodziła na myśl tę jedną jedyną, umiłowaną. Każda szyja obleczona w sznur drogocennych kamieni kusiła swym pięknem, zapachem i przywoływała obraz Jej szyi. Nie potrafiłem przejść obojętnie obok kobiet nie ze względu na ich urodę, ale ze względu na to, iż w każdej z nich doszukiwałem się zarysu innej sylwetki.
Snułem się pustymi kanałami, pogrążony w marzeniach i planach, pragnąłem mieć władzę, pragnąłem mordu, wylewała się ze mnie chęć posiadania, niszczenia, destrukcyjna siła spalająca mnie od podstaw mojego istnienia i budująca na nowo. Pragnąłem pociągnąć Ją za sobą....
Którejś kolejnej nocy, gdy skulony osłaniałem się od zimna starymi kocami, z jej okna dał się słyszeć głos:
- Ukradnij jego serce, mojego męża, wyrwij mu je, a potem przynieś mi w darze. Wtedy będę wiedziała, że kochasz prawdziwie; wtedy będę mogła być Twoją.
Śniłem. Bo czymże innym można nazwać te słowa, jak nie snem w maglinie.
A jednak, sam przekonany o własnym błędzie, o beznadziejności swego postępowania, zacząłem układać plan tej kradzieży.
Nie, nie byłem zuchwały. Starzec nawet nie będzie wiedział, kiedy straci swe serce, kiedy straci serce swej żony. A tym, który go pozbawi tego wszystkiego będę ja. To nic trudnego. Planowałem zakraść się nocą do ich domu, zaskoczyć go w łożu, może upojonego winem, wyciąć serce, schować w maleńkim modlitewniku, a potem podarować Jej.
Co będzie dalej, nie myślałem.
Przygotowałem wszystko. Kartki posklejałem, w środku wyciąłem otwór odpowiedniej wielkości i popłynąłem prosto pod ich dom. Trwał karnawał, ludzie wylegli na ulice, wszędzie słychać było gwar zabawy, nikogo nie dziwił więc zakonnik, z książeczką w dłoniach, szukający odludnego miejsca, aby wnosić modły ku Panu.
Wznosiłem modły.
O powodzenie tegoż przedsięwzięcia.
Dom był ciemny, nie oświetlony, stał w zaułku i doprawdy było tam zbyt mroczno, aby nawet poruszać się po omacku. Postanowiłem słuchać. Najpierw zalała mnie fala ciszy, ale już po paru sekundach usłyszałem dwa monotonne stuki. Jeden młodzieńczy, żywy, równomierny, głośny i wyraźny; a drugi cichy, niemiarowy, drżący ostatkiem sił. Tam się udałem.
Odchyliłem zasłony, w zupełnych ciemnościach wbiłem nóż i patrzyłem, jak ciało tężeje. I wtedy dostrzegłem rozsypane włosy na pościeli, zimną biel koronek koszuli nocnej i oblała mnie fala strachu.
Zabiłem Ją. Moją wybrankę!!!!
W pokoju obok zapaliły się świece, przez szparę w drzwiach dostrzegłem ich blask. Wiedziałem, ze to już koniec, nie mam szans ucieczki, nawet nie potrafiłem zmusić się do niej. Rozpacz zalała mnie całego; jej fala pociągnęła moje serce za sobą, było niezdolne do jakichkolwiek uczuć, do jakiejkolwiek myśli, prócz tej, że zabiłem swoje szczęście.
W Jej piersi nadal niemiarowo, resztkami sił, biło serce. Próbowało ocalić życie uchodzące powoli z tej doskonałej istoty. Nie zastanawiając się co czynię, sięgnąłem po nie. Sięgnąłem jak po swoją własność, bo przecież nią było. Czyż nie po to tutaj przyszedłem, aby otrzymać je w prezencie?
Czułem w dłoniach niemiarowe pulsowanie, czułem jeszcze jego ciepło, gdy chowałem je między karty książeczki do nabożeństwa.

Do pokoju wpadli żandarmi....

Nie odebrali mi książeczki, myśląc, że chcę się zbliżyć do Boga....



czwartek, 25 sierpnia 2011

   Powinnam mieć to zakazane, ale nie wytrzymałam i odwiedziłam księgarnię allegro. Ogarnął mnie szał zakupów. Nie potrafiłam się pohamować, po prostu musiałam coś kupić. Uwielbiam książki. Ich zapach, szelest kartek, szorstkość kartek, śliskość kartek... Po prostu je kocham.

Uwielbiam buszować w księgarni. Przymierzać się do powieści, smakować ją powoli, zastanawiać się, czym mnie może zaskoczyć. A gdy już którąś upragnioną zakupię, niecierpliwie otwieram, przerzucam po kilka kartek i zanim zasiądę do  całości, czytam fragmentami.

Kocham książki, są moją jedyną, stałą, nabytą miłością. Kochałam je już jako dziecko, ale dla moich rodziców i moich dziadków był to zupełnie zbędny wydatek. Ja wydawałam na nie każą złotówkę jaka tylko mi wpadła w ręce. Moja Córka będzie mieć zasobną bibliotekę.

   Często wracam do książki po raz drugi, niekiedy i trzeci, czwarty. Za każdym razem odkrywam w nich nowe smaki, kolory, nowe słowa, nowy sens wypowiedzi.

   Niestety, najczęściej moje niekontrolowane zakupy zostają odłożone na półkę i bardzo długo czekają na swoją kolej na mojej liście lektur. Zwyczajnie, nie mam czasu na czytanie. Smutne i realne.

 

   Ale tym razem pokusiłam się tylko o jedną, jedyną książkę. Biografię Julii Child.A właściwie autobiografię lat spędzonych w Paryżu, które - jak sama pisze - należą do najlepszych w jej życiu. Ale tam też narodziła się Jej legenda. Legenda Julii Child.

Moje życie we Francji

   Pasjonuje mnie Jej optymizm, radość, którą zaraża wszystkich wokół, miłość do męża, a przede wszystkim, umiłowanie kuchni i jedzenia.

A oto kilka opinii na temat książki:

Są ludzie, którzy ponad wszystko kochają życie, a ich radość jest zaraźliwa i inspirująca. Taka była Julia Child.

 

   Kobieta o niezwykłej pasji, która poznawszy we Francji tajniki sztuki kulinarnej, pokazała ludziom, że radość życia tkwi w codzienności: w zapachu domowego ciasta, kolacji zjedzonej z najbliższymi, wypitej na balkonie kawie, czy smaku świeżo upieczonego chleba. Bo tak smakuje... życie.

 

   Czuję się w obowiązku ostrzec potencjalnych czytelników: to nie jest lektura na pusty żołądek. Bon appetit !!

 

Jakież to szczęście i radość, że mogłam mieszkać we Francji i potem napisać o tym. Mam nadzieję, że lektura książki przyniesie Wam taką samą radość, jaką przyniosło je pisanie... !

 

   Zabieram się więc z niecierpliwością do lektury.

Kontakt morrigandor@gmail.com
Top Blogi Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl